Sztuczna inteligencja nie wpłynie na wszystkie gospodarki w ten sam sposób. Z raportu „World Development Report 2026” wynika, iż w krajach o wysokich dochodach 14,2 proc. miejsc pracy może być podatnych na automatyzację przez generatywną AI. W państwach o niskich i średnich dochodach odsetek ten wynosi 4,5 proc. Jednocześnie technologia może zwiększyć produktywność 16,2 proc. stanowisk w gospodarkach rozwijających się i 18,7 proc. w krajach najbogatszych.
Różnica wynika przede wszystkim ze struktury zatrudnienia. W zamożnych państwach więcej osób wykonuje zadania biurowe, analityczne i związane z przetwarzaniem informacji. W biedniejszych gospodarkach przez cały czas duże znaczenie mają praca fizyczna, rolnictwo oraz małe przedsiębiorstwa. AI częściej może więc uzupełniać braki specjalistów niż bezpośrednio zastępować pracowników. Dotyczy to między innymi diagnostyki medycznej, edukacji, administracji i doradztwa rolniczego.
W czasie, gdy gospodarki rozwijające się notują najsłabsze średnie tempo wzrostu od trzech dekad, niedrogie narzędzia AI mogą pomóc im szybciej zwiększać wydajność. Warunkiem są jednak stabilne dostawy energii, dostęp do internetu, lokalne dane i odpowiednie kompetencje. Bez takich inwestycji technologia może pogłębić różnice między państwami i zwiększyć zależność od kilku globalnych dostawców.
Dla Polski oznacza to przede wszystkim szybszą reorganizację pracy, szczególnie w usługach biznesowych. Bank Światowy szacuje, iż AI może podnieść polski PKB do 2035 roku choćby o 12,1 proc. w tej chwili z technologii korzysta jednak tylko około 8 proc. krajowych firm. Ostateczny bilans będzie więc zależeć od inwestycji, przekwalifikowania pracowników i zdolności przedsiębiorstw do praktycznego wykorzystania nowych narzędzi.

2 godzin temu













