Krzysztof Piecek, Krzysztof Piech
- Przez ostatnie trzy dekady Polska wyraźnie się wzbogaciła. Spadło bezrobocie, poprawiły się warunki życia, a przeciętne życie Polaka znacznie się wydłużyło. Czy wraz z tym wszystkim staliśmy się również szczęśliwsi?
- PKB mówi nam, ile wytwarza gospodarka, a stopa bezrobocia – ilu ludzi pozostaje bez pracy. Żaden z tych wskaźników nie pokazuje jednak, jak obywatele oceniają własne życie. Dlatego postanowiliśmy sprawdzić, co przez blisko dwie dekady kształtowało zadowolenie Polaków.
- Dane CBOS pokazały, iż w latach 1999–2017 Polacy deklarowali coraz większe zadowolenie z życia. Nie wszystkim jednak poprawiało się ono jednakowo. Ważne okazały się trzy rzeczy: pieniądze, praca i wiek.
Próbę odpowiedzi na pytania o kształtowanie się poczucia szczęścia w Polsce podjęliśmy m.in. w artykule „Life Satisfaction in Poland: The Role of Income, Unemployment and Age”[1]. Analiza danych CBOS z lat 1999–2017 (tylko za ten okres udało nam się uzyskać dane pozwalające na dokładne analizy) wykazała rosnące zadowolenie z życia na reprezentatywnej grupie Polaków.
Jednakże w literaturze naukowej znany jest tzw. paradoks Easterlina[2]. Zgodnie z nim, wyższy PKB nie przekłada się automatycznie na poprawę satysfakcji z życia. Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, pojawiają się bowiem inne czynniki, które stają się ważne. Chcieliśmy sprawdzić, czy tak jest też w Polsce, a jeżeli tak – jak dokładniej to zjawisko się kształtuje?
W naszym badaniach postawiliśmy trzy główne hipotezy.
Pierwsza hipoteza zakładała, iż wyższe dochody korelują z wyższą satysfakcją z życia. Takie przeciwieństwo powiedzenia: „pieniądze szczęścia nie dają”. Opracowane modele ekonometryczne potwierdziły to przypuszczenie, tj. rzeczywiście wyższe dochody (na osobę w gospodarstwie domowym) zwiększają prawdopodobieństwo wyższego zadowolenia z życia. Ale, co ciekawe, zależność ta nie jest jednak liniowa – to nie jest tak, iż cały czas im więcej zarabiamy, tym bardziej jesteśmy szczęśliwi. Im bowiem wyższe zarobki, tym kolejne podwyżki będą miały coraz mniejszy wpływ na zadowolenie.
Nasza druga hipoteza zakładała, iż status bezrobotnego koreluje z niższym deklarowanym zadowoleniem. Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista (ze względu na niższe dochody), więc sprawdziliśmy to nieco dokładniej. Interesował nas społeczny koszt bezrobocia, tj. czy po uwzględnieniu już utraty zarobków, bezrobocie może negatywnie wpływać na satysfakcję z życia, na przykład z powodu utraty statusu społecznego, kontaktów czy kształtowania się struktury dnia. Ktoś bowiem mógłby uważać, iż przecież najbardziej znany w Polsce bezrobotny (chociaż formalnie nim nie był) – Ferdynand Kiepski – miał się dobrze, ponieważ miał zapewniony dach nad głową i środki na realizację podstawowych potrzeb. Okazało się jednak, iż nie jest to tak proste, jak to popularny serial przedstawiał.
Po uwzględnieniu dochodu i innych charakterystyk bezrobocie wiązało się z większym ryzykiem pozostawania na dole rozkładu zadowolenia (prawdopodobieństwo znalezienia się w jednej z dwóch najniższych kategorii zadowolenia zwiększało się o około 4,6 pkt proc.). Ponadto iloraz szans pozostania w tej grupie był wśród bezrobotnych około dwukrotnie wyższy niż wśród osób pracujących. Innymi słowy, bycie bezrobotnym nie jest tak różowe.
Wyniki wskazują też, iż większe szanse na niskie zadowolenie występuje szczególnie w grupie osób bezrobotnych powyżej 50. roku życia.
Zbadaliśmy także wpływ wieku na deklarowane zadowolenie – to była nasza trzecia hipoteza. Znanym w literaturze naukowej efektem jest tzw. krzywa „U”[3]. Zgodnie z tym konceptem w młodości występuje relatywnie wysoka satysfakcja z życia, która następnie obniża się do wieku średniego, by około 50. roku życia ponownie zacząć wzrastać. Taki kształt został potwierdzony w długich okresach czasowych oraz w różnych państwach. Udało nam się potwierdzić występowanie litery „U” w relacji wiek-zadowolenie z życia, ale w Polsce – ku naszemu zdziwieniu – minimum osiągane było stosunkowo późno – w okolicach dopiero 65. roku życia (niezależnie od płci). Co więcej, w kolejnych latach zadowolenie nie zaczyna zdecydowanie rosnąć, a raczej stabilizuje się. Nie jest więc tak, iż „wesołe jest życie emeryta”.
W naszych badaniach zwróciliśmy także uwagę na inne czynniki. Wyższe zadowolenie deklarowały osoby pozostające w małżeństwie (w porównaniu do osób stanu wolnego) oraz – co interesujące – wdowcy, a niższe – rozwodnicy. Choć więc szczęśliwszym jest żonaty/mężatka w porównaniu do singli, to – choć to brzmi brutalnie – łatwiej jest zaakceptować śmierć bliskiej osoby niż rozwód. Psychologowie wiedzą to od lat, a my potwierdziliśmy to empirycznie dla naszego społeczeństwa. Okazało się także, iż status ucznia lub studenta, a więc okres życia często zapamiętywany z wielkim sentymentem, wiąże się z wyższym – i wcale nie symbolicznym – prawdopodobieństwem bycia zadowolonym (względem osób pracujących). Z kolei bycie rencistą miało negatywny wpływ, również w odniesieniu do osób pracujących. Ponadto co nie było zaskakujące – pozytywny związek z satysfakcją z życia miały kolejne, ukończone szczeble edukacji.
Nie oznacza to, iż już wszystko wiemy na temat czynników wpływających na poczucie szczęścia Polaków – będziemy dalej drążyć ten temat.
Przypisy:
[1] Piecek, Krzysztof and Piech, Krzysztof, Life Satisfaction in Poland: The Role of Income, Unemployment and Age (June 25, 2026). Dostępne na SSRN: https://ssrn.com/abstract=6997679 or http://dx.doi.org/10.2139/ssrn.6997679
[2] Easterlin, R. A. (1974). Does economic growth improve the human lot? Some empirical evidence. In P. A. David & M. W. Reder (Eds.), Nations and households in economic growth (pp. 89–125). Academic Press.
[3] Blanchflower, D. G., & Oswald, A. J. (2008). Is well-being U-shaped over the life cycle?, Social Science & Medicine, 66(8), 1733–1749.

1 dzień temu





