Problemem cyfrowej gospodarki lokalnej nie jest dziś brak technologii. Jest nim jej rozproszenie. Miasto ma własne systemy, przewoźnik kolejne, urząd następne, a przedsiębiorcy budują osobne warstwy logowania, płatności, danych i obsługi klienta. Każdy z tych elementów może być cyfrowy, a cały proces przez cały czas pozostaje nieefektywny.
W Polsce widać ten kontrast szczególnie wyraźnie. Komisja Europejska w raporcie Digital Decade 2026 wysoko ocenia rozwój cyfrowych usług publicznych, ale jednocześnie wskazuje na opóźnienie cyfryzacji przedsiębiorstw. W 2025 roku ze sztucznej inteligencji korzystało 8,36 proc. polskich firm wobec 19,95 proc. średnio w UE. Analitykę danych stosowało 24,5 proc. wobec 39,85 proc. w Unii. Różnica nie dotyczy więc dostępu do technologii, ale umiejętności włączania jej w codzienne procesy gospodarcze.
Jednocześnie popyt na dobrze zaprojektowane usługi cyfrowe jest już masowy. W połowie 2026 roku mObywatel miał 12 mln użytkowników, dwa razy więcej niż pod koniec 2023 roku. Skala pokazuje, iż barierą nie jest niechęć użytkowników do cyfrowego kanału. Problem pojawia się wtedy, gdy za jednym prostym interfejsem nie stoi równie spójny obieg danych pomiędzy instytucjami i firmami.
Fragmentacja ma konkretną cenę
Najbardziej czytelnych liczb dostarcza opublikowane w 2026 roku badanie Komisji Europejskiej dotyczące wydawania pozwoleń przemysłowych w 14 państwach UE. Pojedynczy proces angażował od trzech do ośmiu instytucji. W 76 proc. przypadków firmy deklarowały, iż konieczność pracy z wieloma urzędami wydłuża projekt o kilka miesięcy lub więcej. Żadne z analizowanych państw nie miało jednej zintegrowanej platformy obejmującej wszystkie pozwolenia.
Koszt nie kończy się na czasie oczekiwania. Sama praca ludzi po stronie inwestora związana z obsługą procedur kosztowała od 119 tys. do 460 tys. euro na projekt. Po stronie administracji było to kolejne 215–250 tys. euro. Około 80 proc. badanych urzędów przez cały czas wykorzystywało e-mail jako podstawowe narzędzie koordynacji.
To przykład przemysłowy, ale mechanizm jest uniwersalny. o ile dane o firmie, nieruchomości, płatności, uprawnieniu czy pojeździe są już dostępne w jednym systemie, a kolejna usługa wymaga ich ponownego wpisania i zweryfikowania, cyfryzacja jedynie przenosi koszt administracyjny z papieru na ekran.
Miasto jako infrastruktura, nie producent każdej usługi
Praga rozwija inny model. Golemio, miejska platforma danych, gromadzi i udostępnia informacje m.in. o transporcie, mobilności i infrastrukturze. Jest wykorzystywana w ponad 90 projektach miejskich i udostępnia otwarte API zewnętrznym deweloperom oraz organizacjom.
Znaczenie tego modelu wykracza poza smart city. Miasto nie musi samodzielnie tworzyć każdej aplikacji wykorzystującej jego dane. Dostarcza wiarygodne źródła danych, standardy i interfejsy, a usługi mogą powstawać również poza administracją. W ten sposób publiczna infrastruktura staje się komponentem lokalnego rynku technologicznego.
Podobną zależność pokazał europejski projekt SELECT4CITIES realizowany przez Antwerpię, Helsinki i Kopenhagę. Miasta wykorzystały zamówienia przedkomercyjne do testowania rozwiązań dla smart city. Portugalska firma Ubiwhere po udziale w programie zdobyła kontrakty w kolejnych europejskich miastach, a jej obroty i zatrudnienie podwoiły się. Zamówienie publiczne zadziałało tu jak rynek referencyjny dla technologii, a nie wyłącznie zakup dla administracji.
Rok 2026 jest szczególnym momentem
Komisja Europejska prognozuje wzrost polskiego PKB o 3,5 proc. w 2026 roku, przy bardzo niskim bezrobociu i wysokich inwestycjach finansowanych ze środków europejskich. W 2027 roku wzrost ma zwolnić do 2,8 proc., między innymi wraz ze spadkiem absorpcji funduszy po zakończeniu RRF. Jednocześnie polska mapa cyfrowej transformacji obejmuje działania warte 12,4 mld euro, z czego projekty odpowiadające za 3,69 mld euro publicznego finansowania mają zakończyć się jeszcze w 2026 roku.
W takim otoczeniu wartość cyfryzacji coraz trudniej uzasadniać liczbą uruchomionych portali i aplikacji. Znacznie bardziej wymierne są godziny usunięte z procesu, liczba danych podawanych tylko raz, skrócony czas uzyskania decyzji oraz możliwość wykorzystania tej samej infrastruktury przez urząd, mieszkańca i firmę.
Cyfrowa gospodarka lokalna zaczyna się właśnie w tym miejscu: nie wtedy, gdy wszystkie usługi są online, ale gdy przestają funkcjonować osobno.

3 godzin temu











