Fenomen Sahry Wagenknecht, która porzuciła szeregi „Die Linke” i będzie tworzyć swój własny, polityczny projekt na scenie RFN zbiega się z wyraźnym i widocznym upadkiem SPD . Partii topowej od dziesięcioleci, by nie rzec od ponad stulecia, symbolu socjaldemokracji europejskiej, jej sukcesów, skutecznych rządów. Dzisiaj, gdy spoglądamy na Niemcy widzimy, jak pomału więdnie jako projekt polityczny, sprawczy i intelektualny. Jak mówią sondaże, SPD pod kierownictwem Olafa Scholza cieszy się raptem 12-14 % poparciem, co patrząc na znaczenie, rolę oraz wkład socjaldemokratów w historię powojennych Niemiec, musi szokować. Zwłaszcza w obliczu rosnącego i znaczenia na niemieckiej scenie politycznej prawicowej i antysystemowej „Alternatywy dla Niemiec”.
Sahra Wagenknecht jest znaną postacią na niemieckiej scenie publicznej To medialny, rozpoznawalny i niezwykle klarowny politycznie, częsty gość niemieckich talk show, niezmiennie plasujący się gronie najpopularniejszych polityków nad Renem i Łabą. Sondaże sugerują, iż jej partia jeszcze przed oficjalnym powstaniem może na początku liczyć na poparcie porównywalne z rządzącymi dziś Zielonymi i kilka mniej niż SPD. Wraz z Wagenknecht klub Die Linke w Bundestagu opuściło 10 posłów (z 38) co stawia partię na granicy przetrwania, a na pewno jest zapowiedzią poważnego kryzysu. Najbliższymi współpracownikami Wagenknecht, współtworzącymi jej nowy polityczny projekt są: Christian Leye, Amira Mohamed, Lukas Schön i Ralph Suikat . Ogłoszono założenie stowarzyszenia o nazwie Bündnis Sahra Wagenknecht (Sojusz Sahry Wagenknecht), którego celem jest zbieranie funduszy, darowizn i przygotowanie gruntu oraz programu nowej partii. Wagenknecht dała jasno do zrozumienia podczas konferencji prasowej po ogłoszeniu tej decyzji (było obecnych mnóstwo dziennikarzy i przedstawicieli mediów), iż jej głównym celem jest uderzenie w niemiecki rząd i jego obecną politykę. Jej zdaniem jest to prawdopodobnie najgorsze kierownictwo, jakie Republika Federalna Niemiec kiedykolwiek miała w swej historii. Sondaże opinii publicznej potwierdzają te słowa. Zdaniem niemieckiej polityczki rząd nie prowadzi polityki skierowanej do ludzi pracy najemnej, ale zgodnie z interesami właścicieli kapitału. Zaś jego decyzje rozmijają się z oczekiwaniami i preferencjami ogółu społeczeństwa.
Gdy wszystko staje się coraz droższe, przedłuża się wojna i sankcje napędzają inflację, a infrastruktura publiczna jest w fatalnym stanie, rośnie niezadowolenie społeczne. Kumulujące się negatywne emocje kierują ludzi (bo nikt w zasadzie nie reprezentuje ich poglądów) w stronę skrajnej prawicy – dodał na konferencji Leye.
Media niemieckie analizując w sposób poważny i zrównoważony ruch „czerwonej Madonny”, jak czasami się nazywa Wagenknecht, sugerują, iż ta partia stanowić będzie od razu zagrożenie dla AfD (która w tej chwili zbiera 22-24 % poparcia w sondażach), a w przyszłości na pewnie zdominuje (o ile nie pogrzebie) Die Linke. Jest też wyzwaniem i echem dla tradycyjnego pojmowania idei socjaldemokratycznych i lewicowych, od których, zdaniem wielu obserwatorów, SPD pod obecnym kierownictwem niesłychanie się oddaliło, by nie rzec – porzuciło je. Analizy i komentarze z wielu stron zauważają, iż Wagenknecht oferuje coś, czego nigdy wcześniej nie widziano w Niemczech: konserwatywne wartości społeczne połączone z socjalistycznymi wartościami ekonomicznymi. Nie wiadomo dokładnie, ile osób wyznaje takie wartości. Można je nazwać lewicowo-konserwatywnymi. Jest to jednak nad Renem i Łabą znacząca grupa. To niejako połączenie chadecko-socjalnej polityki z pragmatyzmem i niemiecką racjonalnością. Taka kompilacja wartości i idei jest szczególnie widoczna na terenie byłej NRD i ….. w katolickiej Bawarii. Także ostra retoryka, oparta na egzekucji prawa i przepisów mających zapewnić interesy ludzi pracy w Niemczech (co kłóci się z unijnym trendem w tej materii preferowanym przez Brukselę) znajduje posłuch i poparcie w szerokich kręgach społeczeństwa niemieckiego widzącego w tym – oprócz wojny i sankcji oraz zerwania współpracy z Rosją w przedmiocie nośników energii – jedną z przyczyn drastycznego obniżenia się jakości życia. Napływ imigrantów jest swoistym dumpingiem wobec standardów i poziomu płac wywalczonych przez pracowników najemnych w Niemczech.
Warto podkreślić, iż wbrew temu co pisze się o tym „egzotycznym” i „wydumanym” projekcie w Polsce – gdyż lewicowość musi być związana nierozerwalnie z liberalno-mainstreamowym tzw. progresywizmem (bardzo wąsko rozumianym) – podobny charakter i programowy mają np. Partia Socjalistyczna (PS) w Holandii czy grecka Partia Komunistyczna (KKE) .
Pierwszym startem, jak planuje Wagenknecht i jej współpracownicy, będzie start w euro-wyborach w czerwcu 2024. Będzie to sprawdzian i próba „policzenia” się tuż po oficjalnym założeniu, planowanym na styczeń 2024.
W naszym kraju nie analizuje się przyczyn czy źródeł rosnącej popularności w krajach zachodnich, gdzie ponoć demokracja jest ustabilizowana a liberalizm zapuścił głębokie korzenie, takich ugrupowań jak ruch Geerta Wildersa (Holandia), wspomniana AfD (Niemcy) czy ÖVP (Austria). Podobnie ma się rzecz z ostatnim sukcesem SMER-u (Słowacja). To nie populizm i jego pejoratywne wg mediów „głównego ścieku” konotacje (a w ogóle co to jest, z czym się to kojarzy i jak go należy klasyfikować ?) każą ludziom głosować na takie partie i opowiadać się za takimi programami. To brak zdecydowanie lewicowej alternatywy oraz kompletne oderwanie się elit politycznych zwanych „systemowymi” od oczekiwań, poglądów i tożsamości (a także wartości za nimi stojących) dużej części społeczeństw powoduje rosnącą polaryzację nastrojów. No i oczywiście, to, co wspomniano odnośnie dzisiejszego stanu SPD czyli utrata wiarygodności oraz odejście od pryncypiów programowych z jakimi kojarzono od zawsze lewicę: anty-militaryzm, opowiedzenie się po stronie „pracy” a nie „kapitału” oraz dosłowne rozumienie sentencji Marksa iż to „byt kształtuje świadomość”.
Sporym poparciem w społeczeństwie niemieckim cieszy się np. to co Wagenknecht powiedziała w dużym wywiadzie dla szacowanego Die Zeit: stop szaleństwu zbrojeniowemu. Zajmijmy się ludźmi, nie militarnymi zabawkami.
Nie sposób jest przy tej okazji po raz kolejny pokazać jaką intelektualną peryferią i zaściankiem jest polski mainstream medialny. Zwłaszcza ten demo-liberalny, strojący się w piórka obiektywizmu, profesjonalizmu i etycznej pomnikowości. Nie dość, iż o Wagenknecht pisze się skąpo i nieuczciwie (a Niemcy to nasz sąsiad i najważniejszy partner gospodarczy) to jeszcze stosuje się kalki hipokryzji i dziennikarskiej nierzetelności. Otóż Wagenknecht i ci co odeszli z nią z Die Linke określani są dezerterami bądź renegatami (a te określenia niosą sobą wyraźnie pejoratywne znaczenia). Zaś nigdy o przechodzących z PiS-u do PO – Sikorski, Mężydło, Zalewski, Kluzik-Rostkowska czy Kamiński (Michał) – takiego stanowiska nie zajmowano. Takie polityczne, w słuszna stronę, transfery najpełniej charakteryzuje powiedzeniem topowego polityka PO, Bronisława Komorowskiego: „No i Antek Mężydło jest z nami”.

2 lat temu







