Portorykański pisarz i analityk polityczny Miguel Santos Garcia na swoim blogu poświęconym zagadnieniom politycznym w Ameryce Łacińskiej doskonale zdiagnozował przyczyny napiętej sytuacji w Boliwii sterującej wyraźnie ku siłowym rozwiązaniom. Boliwia jako członek BRICS (od 2024) pogrąża się nie po raz pierwszy w swej historii w niepokojach społecznych: blokady dróg, strajki, starcia protestujących pracowników, rolników i autochtonów (w przypadku Boliwii to mieszkańcy wyżynnej części kraju, lud Ajmara, stanowiący ok. ¼ populacji kraju) z siłami bezpieczeństwa. Źródłem tej rewolty jest kryzys, jaki dotknął rządzącą przez ponad dekadę silnie lewicową partie Evo Moralesa: Ruch na Rzecz Socjalizmu. Po perturbacjach z usunięciem Moralesa z urzędu prezydenta, krótkotrwałymi rządami pro-amerykańskiej i neoliberalnej uzurpatorki Jeanine Añez ponownie urząd objął nominat Moralesa, były minister gospodarki Luis Arce. Jego decyzje, mające cechy monetaryzmu, neoliberalnego spojrzenia na realia i potrzeby boliwijskiego społeczeństwa, gdzie priorytetami stały się dyscyplina fiskalna i oszczędności głównie w sferze społecznej spowodowały dramatyczny rozłam w Ruchu na Rzecz Socjalizmu. W ubiegłorocznych wyborach oba ugrupowania lewicowe, Moralesa i Arce, poniosły sromotna klęskę uzyskując w sumie ledwie ponad 6 % głosów. Prawica zagarnęła ponad 85 % mandatów w parlamencie a jej reprezentant Rodrigo Paz Pereira został prezydentem republiki.
Swe urzędowanie od początku naznaczył zaostrzeniem polityki społecznej w stylu libertariańskich rozwiązań i pomysłów rodem ze szkoły „Chicago Boys”. Rozpoczął od zniesienia dopłat do paliw, co dlatego ma znaczenie, iż w wyżynnych i górskich, (często ponad 3 tys. m. n.p.m.) terenach Boliwii uprawa roli, transport są szczególnie „paliwożerne”.
Warto pamiętać, iż Boliwia składa się niejako z dwóch, różniących się w wielu aspektach, części. Dotyczy to uksztaltowania terenu, klimatu, środowiska naturalnego, charakteru gospodarki, ale też i społeczno-kulturowego profilu ludności zamieszkującej te obszary. Jeden region jest wyżynno–wysokogórski, zwany Altiplano, wschód kraju, to równina Gran Chaco, tropikalna i subtropikalna kraina z wielkimi farmami hodowlanymi i wysokotowarową produkcją rolną. Zwana jest często Oriente. Część wyżynno-górska to przede wszystkim górnictwo i przemysł. I tak też się dzielą sympatie polityczne, związane często z pochodzeniem i kulturą: w Altiplano mieszkają głównie Ajamarowi i Metysi, w Chaco – Kreole (potomkowie hiszpańskich kolonizatorów), posiadacze wspomnianych farm i hacjend. To naturalne zaplecze dla skrajnej libertariańskiej prawicy, jaka rządzi dziś w Paragwaju i Argentynie.
Już w czasie rządów Evo Moralesa 5 z 9 departamentów Boliwii znajdujących się w Oriente żądało daleko idącej autonomii, grożąc choćby secesją. W referendum część tych postulatów zostało zrealizowanych, ale dziś gdy prawica niepodzielnie rządzi Boliwią problem secesji naturalnie upadł.
Związki zawodowe, zwłaszcza górników, pracowników transportu, ale i nauczycieli, wezwały do strajku generalnego, by zmusić Paz Pereirę do ustępstw i rozwiązania impasu przy stole rozmów. Przyłączyły się do tych apeli również ugrupowania reprezentujące ludność autochtoniczną, która poczuła się zagrożona prawodawstwem wdrażanym przez rządzącą prawicę. Nowe prawo ma ograniczyć zdobycze autochtonów uzyskane w czasach rządów Evo Moralesa i Ruchu na Rzecz Socjalizmu. Chodzi zwłaszcza o nowe prawo hipoteczne dotyczące przekwalifikowania małych działek rolnych jako zabezpieczenie kredytów w komercyjnych bankach oraz ich komercjalizację pod indywidualne potrzeby deweloperskie.
Strajki w Boliwii paraliżują nie tylko miasta, gdyż pracy odmawiają kierowcy transportu zbiorowego i taksówkarze, ale dochodzi do blokad autostrad i dróg. A trzeba zauważyć iż zaopatrzenie miast w podstawowe artykuły odbywa się w Boliwii głównie przy pomocy transportu samochodowego. Pomimo, iż rząd zgodził się zawiesić i zmienić niektóre przepisy zawarte w tzw. dekrecie paliwowym, ale utrzymał wyeliminowanie dopłat do paliwa. To powoduje gigantyczny wzrost ich cen.
Niezwykle bojowe i konfrontacyjne stanowisko zajęła potężna federacja związkowa Central Obrera Boliviana. Dlatego też dochodzi do dramatycznych starć z policją, używającej gazów i kul gumowych. Górnicy odpowiadają odpalaniem dynamitu.
Lider wspominanej Centrali Związkowej Mario Argollo wyrasta na kolejnego, lewicowego lidera klas pracujących Boliwii. Argollo w jednym z wystąpień wezwał Paz Pereirę do całkowitego wycofania się z neoliberalnych reform, a także do ustąpienia i rozpisania nowych wyborów.
Warto obserwować sytuację w Boliwii, gdyż być może to będzie krok ku zatrzymaniu i odwróceniu trendu w Ameryce Łacińskiej polegającego na marszu proamerykańskich, neoliberalnych szaleńców i libertariańskich zombie ku władzy.
I to jest też nauczka dla lewicy, iż swary i nieumiejętność kompromisu, predylekcja do flirtu z liberałami, którzy dziś są jawnie po prawicowej stronie sceny politycznej z racji doktrynalnie zadekretowanego priorytetu kapitału przed pracą, zawsze prowadzą do anihilacji takiej lewicy przez siły, w każdym momencie i części świata, jej wrogie.

1 dzień temu







