Jak nie zniechęcać się do LinkedIn? Przestań się chwalić – pokaż autentyczność.

wartoznac.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: LinkedIn


Wiele osób omija aplikację LinkedIn szerokim łukiem i kojarzy go tylko z próżnością, słodzeniem i trudnościami w użytkowaniu. Tymczasem platforma przechodzi rewolucję od sztywnego, wirtualnego CV w stronę autentycznego networkingu. Jak odnaleźć się w tym świecie, nie wpaść w pułapkę porównywania się do innych i zacząć budować markę, która przyciąga realne współprace? Jak się autentycznie polubić z LinkedInem? Katarzyna Kędzia, ekspertka strategii na LinkedIn, wyjaśniła dlaczego Twoja prawdziwa historia jest cenniejsza niż certyfikaty i opowiedziała o tym, jak LinkedIn wygląda naprawdę.

Jaką największą zmianę w postach i w publikacjach na LinkedIn zauważyłaś w ostatnich latach?

W ostatnich latach LinkedIn zdecydowanie się zmienił. Kiedyś mieliśmy posty typu „Szanowni Państwo, chciałabym poinformować, iż byłam na konferencji, napisałam książkę, dostałam awans”. Jeszcze wcześniej mogliśmy publikować tylko artykuły. Dopiero później pojawiła się kolejna, krótsza forma, czyli posty. Dzięki niej mamy możliwość wypowiedzieć się na dany temat i nie trzeba pisać obszernego artykułu o 20-letnim doświadczeniu, tytułach doktorskich. Dodatkowo, LinkedIn został założony blisko 23 lata temu i kiedyś faktycznie był platformą, gdzie tylko szukaliśmy pracy, a nasz profil był wirtualnym CV. W Polsce mieliśmy inną platformę – GoldenLine, która również umożliwiała znalezienie pracy. Natomiast w tym czasie LinkedIn był tylko po angielsku i mogliśmy nawiązywać kontakty z ludźmi na całym świecie.

Warto podkreślić, iż w tej chwili LinkedIn bardzo gwałtownie się rozwija i mamy już blisko 10 milionów użytkowników w Polsce, a co miesiąc dołącza do tej platformy ponad 100 tysięcy użytkowników. Dla porównania, w czasach pandemii, łączna liczba użytkowników w naszym kraju wynosiła niecałe 4 miliony.

Gdzie kończy się właśnie budowanie swojej marki osobistej, a zaczyna się przechwalanie się?

Kiedyś LinkedIn był platformą, gdzie użytkownicy tylko chwalili się sukcesami i awansami. Na szczęście to już się zmieniło i to jakie posty widzimy, zależy od tego, kogo obserwujemy.

Prawda jest taka, iż my wszyscy tworzymy tą platformę. To nie jest tak, iż dzisiaj zakładamy profil i oczekujemy, iż LinkedIn będzie dokładnie taki jaki chcemy. Nasze działania mają wpływ na to jakie posty widzimy na tej platformie.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, iż na LinkedIn są interesujące treści i coraz mniej jest postów, które nic nie wnoszą. Budowanie marki osobistej nie polega na pisaniu o sukcesach i wynikach finansowych. jeżeli chcemy wyróżnić się na tej platformie, warto pisać o tym jakie mamy wyzwania, jakie popełniliśmy błędy. Dodatkowo, jeżeli będziemy dzielić się wiedzą i pokazywać rezultaty naszych działań, to zbudujemy wiarygodną i autentyczną markę.

Oczywiście znajdziemy jeszcze treści, które nie pasują do tej platformy i to od użytkowników zależy, czy będą oni wspierać tego typu treści, czyli dodawać komentarze, reakcje. Kluczowe znaczenie ma także strategia działania. Nie chodzi wyłącznie o ilość publikacji, ale o ich jakość. Można publikować dwa wartościowe, przemyślane posty w tygodniu i zbudować silną, ekspercką markę.

Podsumowując, budowanie marki osobistej kończy się tam, gdzie przestajemy wnosić wartość dla odbiorcy, a zaczynamy wyłącznie chwalić się sukcesami.

Czy LinkedIn jest takim pamiętnikiem? Możemy pisać nie tylko o tym, co się wydarzyło w pracy?

LinkedIn to największa platforma biznesowa na świecie i nigdy jej celem nie była rozrywka, ale budowanie relacji zawodowych, rozwój kariery oraz biznesu. Można ją porównać do dużego networkingu, spotkania dla przedsiębiorców i specjalistów. Dlatego najpierw dbamy o to, jak się przedstawiamy, czyli o profesjonalnie uzupełniony profil. Następnie budujemy sieć kontaktów, a dopiero w kolejnym kroku skupiamy się na regularnych publikacjach.

Warto pamiętać, iż jeżeli mamy 30 kontaktów, to tylko mała część z tych osób zobaczy naszą publikację. jeżeli pojawią się komentarze i reakcje, to LinkedIn pokaże ten post kolejnym osobom. Dlatego publikowanie przy bardzo małej liczbie kontaktów, zwykle nie przynosi oczekiwanych efektów. W przeciwieństwie do innych platform, na LinkedIn najpierw budujemy sieć, a dopiero później dostarczamy wartość w publikacjach.

Oczywiście można poruszać tematy prywatne, ale powinny one mieć kontekst biznesowy. Nasze wnioski i przemyślenia są mile widziane, o ile wnoszą wartość dla odbiorcy.

Czasami użytkownicy mają wrażenie, iż LinkedIn „nie działa”. Warto wtedy pamiętać, iż obowiązują tu inne zasady niż na platformach takich jak Instagram czy Facebook. LinkedIn to platforma, która wspiera budowanie relacji, a skuteczność działań zależy od dobrze uzupełnionego profilu, przemyślanej sieci kontaktów oraz wartościowych publikacji.

Czy czujemy presję, aby wszystko pokazywać? Sukcesy, certyfikaty?

Zdecydowanie nie. w tej chwili nie jest dobrze postrzegane, by pokazywać tylko sukcesy i certyfikaty. jeżeli na przykład dodam post, w którym będę się tylko chwalić i w głowie odbiorców pojawi się pytanie „I co z tego?” to oznacza, iż nie jest to dobry post. Tak samo jest na networkingu, jeżeli będziemy cały czas mówić o sobie, to nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać.

Warto podkreślić, iż to co widzimy na LinkedIn, zależy od tego kogo obserwujemy i jaką mamy sieć kontaktów. To my decydujemy kogo zapraszamy i jakie zaproszenia akceptujemy.

Co ciekawe, jeżeli podobają nam się treści danej osoby, warto kliknąć “dzwoneczek” na jej profilu, który znajduje się po prawej stronie, pod zdjęciem w tle. Dzięki temu LinkedIn wie, które treści nam pokazywać i które są dla nas interesujące. Ja też tak działam i mam listę osób, które lubię, obserwuję i posty tych osób widzę najczęściej.

Obecnie na LinkedIn w Polsce jest trochę więcej kobiet niż mężczyzn. Kobiety publikują inaczej niż mężczyźni, dzielą się swoimi wyzwaniami. Część kobiet pisze, iż mają dzieci, opisuje wyzwania zawodowe i prywatne, natomiast to dalej jest w kontekście biznesowym. Znacznie większą wartość ma dzielenie się doświadczeniem w sposób, który wspiera budowanie autentycznej, profesjonalnej marki.

Czy szczerość na temat trudności w pracy, mogłaby zostać odczytana przez rekruterów i pracodawcy jako brak profesjonalizmu?

Myślę, iż wszystko zależy od kontekstu i od naszej aktualnej sytuacji zawodowej. jeżeli byłabym osobą, która pracuje na etacie i szuka nowej pracy, to bardziej skupiłabym się na tym, czego się nauczyłam. Rekruterzy i pracodawcy cenią osoby, które podejmują nowe wyzwania, uczą się, biorą udział w kursach, czytają, rozwijają swoje kompetencje. To pokazuje, iż ktoś nie zatrzymał się na etapie “skończyłam studia i wiem już wszystko”, tylko przez cały czas inwestuje w swój rozwój. Natomiast zbyt dosłowne opowiadanie o problemach w obecnej firmie może zostać źle odebrane, zarówno przez aktualnego, jak i przyszłego pracodawcę.

Inaczej wygląda to w przypadku przedsiębiorców. jeżeli prowadzimy własną firmę, możemy sobie pozwolić na większą otwartość w mówieniu o wyzwaniach, trudnościach czy lekcjach biznesowych. Autentyczne dzielenie się doświadczeniami buduje zaufanie i relacje. Wiele osób identyfikuje się z takimi historiami, co sprzyja nawiązywaniu nowych kontaktów.

LinkedIn bardzo się zmienił. Coraz więcej młodych osób aktywnie działa na tej platformie pokazując staże, wolontariaty czy pierwsze doświadczenia zawodowe. LinkedIn przestał być wyłącznie narzędziem do poszukiwania pracy po zakończeniu studiów, a stał się miejscem do budowania relacji zawodowych znacznie wcześniej.

Jednym z mitów, który często słyszę to, iż na LinkedIn nie ma ludzi młodych. Nie jest to prawdą. Jak wynika z raportu LinkedIn w Polsce i na świecie, ludzie młodzi stanowią 33% użytkowników i są to osoby w wieku powyżej 35 lat, tak jak ja. Oczywiście są też osoby jeszcze młodsze w wieku 18-34, stanowiące 67% użytkowników.

Dodatkowo, wciąż mało osób wykorzystuje pełen potencjał LinkedIn w procesie rekrutacji. Przy dużej liczbie aplikacji na jedno stanowisko, na 300-400 zgłoszeń, tylko 2-3 osoby napiszą do rekrutera i dzięki temu wyróżnią się na tle innych kandydatów. Ten przykład pokazuje, iż bezpośredni i profesjonalny kontakt może zwiększyć szanse na zaproszenie do rozmowy, szczególnie jeżeli kandydat spełnia wymagania.

Czy często osoby zniechęcają się do aplikacji poprzez liczbę wyświetleń ich publikacji? Często widziałam portale, które się zatrzymywały.

Tak, zdarza się, iż osoby zniechęcają się przez liczbę wyświetleń. Szczególnie na początku, kiedy włożyliśmy dużo pracy w post, a reakcje nie pojawiają się od razu. Warto jednak pamiętać, iż wyświetlenia postów widzi tylko autor. To nie tak jak na innych platformach. Publicznie widać tylko ile osób dodało komentarz i reakcję. I to też pokazuje LinkedIn z innej strony. Wyświetlenia są fajne, ale nie są najważniejsze. To bardziej informacja dla nas – co działa lepiej, jaki temat przyciąga uwagę. Możemy zobaczyć, które treści są ciekawsze. Czasami to jest kwestia godziny publikacji, dnia lub tematu.

Spójrzmy na to z innej strony – jeżeli Twój post zobaczyło 300 osób, to wyobraź sobie salę z 300 osobami. To już konkretne grupa. Część z nich będzie taka, iż będzie tylko obserwować, ale w końcu będą gotowi na współpracę i wyślą wiadomość.

Plus dodatkowo, to jest też ciekawe, nie ma tego na innych platformach – my czytamy publikacje, czytamy komentarze i dopiero dodajemy swój. Naprawdę, mnóstwo osób tak robi. Widzisz od razu kto dodał jaki komentarz, możesz zobaczyć na profil tej osoby, sprawdzić czym się zajmuje.

Trzeba też pamiętać, iż na LinkedIn jesteśmy bardzo widoczni. Kiedy ktoś wchodzi na nasz profil, widzi nie tylko nasze posty, ale też wszystkie komentarze i aktywność. Dlatego warto pisać z głową. A jeżeli nie mamy nic konstruktywnego do dodania, to może czasem lepiej po prostu nie dodawać komentarza.

Czy LinkedIn wymusza na nas bycie atencyjnymi, żeby zostać zauważonym przez rekrutera czy potencjalnego klienta?

Nie powiedziałabym, iż LinkedIn wymusza na nas bycie atencyjnym. Ja bardziej postrzegam tę platformę jako duży networking, czyli możliwość nawiązania kontaktów. Czasem lepiej dotrzeć do 10-20 osób w tygodniu, z imienia i nazwiska, niż do setki anonimowych. I faktycznie jest to coś czego nam nie dają inne platformy, dlatego LinkedIn jest tak interesujący.

Mam klientkę, która wysłała jedno zaproszenie i jedną wiadomość. Efekt? kooperacja na 6 miesięcy. Była po prostu jedyną osobą, która wysłała bezpośrednią wiadomość do osób decyzyjnych. I to pokazuje różnicę. Tu nie chodzi o bycie głośnym, tylko o bycie konkretnym i odważnym. Jeszcze nie mamy takiego przeładowania ilością tych treści.

Ale jak sobie wyobrazimy salę z setką osób to

– na Instagramie publikuje 70,

– Na Facebooku połowa z tych osób, 50-60 powiedzmy

– a na LinkedIn, dwie osoby na 100. 2% osób

Na świecie mamy ponad miliard użytkowników, w Polsce mamy prawie 10 milionów. A tylko dwie osoby na 100 publikują posty na LinkedIn. To oznacza, iż wcale nie trzeba być atencyjnym – wystarczy być obecnym, konsekwentnym i autentycznym.

Czy zamiast zbierać tysiące kontaktów, lepiej skupić się na małym i konkretnym kręgu, czy lepiej dodawać wszystkich po kolei, aby mieć jak największe grono? Jak zbierać to grono?

Zacznijmy od zaproszeń. Nie każdą osobę musimy i powinniśmy przyjmować do sieci kontaktów. jeżeli dostajemy zaproszenia z krajów, z których wiemy, iż nie będziemy współpracować, najlepiej wybrać opcję „nie znam tej osoby”.

To ważne, bo budujemy swoją wiarygodność również poprzez sieć kontaktów. Jeśli ktoś wyświetli nasz profil i zobaczy, kogo mamy w sieci kontaktów, możemy wprowadzić go w błąd, iż znamy tę osobę. Dlatego warto mieć w sieci kontaktów osoby, które znamy lub z którymi realnie możemy porozmawiać.

Z drugiej strony nie chodzi o to, by całkowicie zamknąć się na daną branżę. Czasami bezpośrednią klientką nie będzie osoba z naszej sieci, ale ktoś z jej sieci kontaktów. Nie ma obowiązku przyjmowania wszystkich zaproszeń na LinkedIn. Mamy wpływ na to kogo mamy w naszej sieci, ale też nie czekamy aż inni nas zaproszą. Podobnie jak podczas networkingu, nie siedzimy w kącie i nie czekamy, aż ktoś do nas podejdzie. Sami też wychodzimy do ludzi.

Często też się zdarza tak, iż jak kogoś dodamy do sieci kontaktów albo przyjmiemy zaproszenie, od razu otrzymujemy wiadomość od tej osoby.

Automatyczne odpowiedzi wysłane po nawiązaniu kontaktu w sieci mają określony cel oraz konkretne funkcje. Służą przede wszystkim inicjowaniu relacji i otwieraniu przestrzeni do dalszej komunikacji.

To zależy jaka jest treść tej wiadomości. jeżeli dostaniemy od razu ofertę współpracy lub link do strony, to będzie to odebrane jako SPAM. Użytkownicy LinkedIn nie lubią tego typu wiadomości.

Z mojego doświadczenia wynika, iż jeżeli napiszemy po prostu: „Dziękuję za zaproszenie”, często otwieramy przestrzeń do dalszej rozmowy. Czasami druga strona nie wie, czy może napisać pierwsza. Możemy też zapytać: „Co skłoniło Cię do nawiązania kontaktu?”. To bardzo proste pytanie, które pokazuje otwartość. W ten sposób dajemy sygnał, iż jesteśmy otwarci na rozmowę i w razie potrzeby może do nas napisać.

Czy lajk albo komentarz od osoby na wyższym stanowisku niż my bardziej nas cieszy niż pochwała od kogoś, kogo znamy?

Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Mogę powiedzieć ze swojej perspektywy – jeżeli prowadzę szkolenia z LinkedIn i inny szkoleniowiec z tej samej branży napisze komentarz pod moją prelekcją, iż była wartościowa – a jest to osoba, którą podziwiam, szanuję, obserwuję od dłuższego czasu – to tak, bardzo mnie to cieszy. To naprawdę bardzo miłe uczucie, kiedy ktoś, kogo cenimy, zauważy naszą pracę.

Z drugiej strony to nie jest tak, iż liczą się tylko “duże nazwiska” czy osoby na wyższych stanowiskach. Często to właśnie mniejsze społeczności i kontakty, budują z nami silniejsze relacje.

Kiedy publikujesz post, naturalne jest, iż zależy Ci na reakcjach i komentarzach – w końcu wkładasz w to swoją pracę i zaangażowanie. Na początku często pojawia się taki moment ciszy, kiedy nic się jeszcze nie dzieje. Reakcje nie pojawiają się od razu i to bywa stresujące.

Dlatego promuję ideę wzajemnego wspierania się. jeżeli widzimy osobę, która dopiero zaczyna i która ma post bez reakcji – bądźmy pierwsi. To naprawdę wiele znaczy. Taki gest jest bardzo miły i sprawia, iż ta osoba na pewno nas zapamięta.

Czy LinkedIn jest takim miejscem, gdzie buduje się autorytet, czy jednak tylko widoczność?

Na pewno na LinkedIn budujemy widoczność, ale przede wszystkim budujemy markę. Warto tworzyć wokół siebie społeczność, najlepiej złożoną z osób, które są od nas bardziej doświadczone czy mają większą wiedzę. Dzięki temu sami możemy się od nich wiele nauczyć.

Jeśli działamy w konkretnej branży, możemy być jedną z pierwszych osób, które mówią o danym temacie na LinkedIn. To daje dużą przewagę, a konkurencja jest mniejsza, niż nam się wydaje. Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić na LinkedIn ratownika medycznego. w tej chwili na tej platformie działają dietetycy, trenerzy personalni i specjaliści z wielu innych dziedzin.

LinkedIn to nie tylko korporacje i duże firmy. Oczywiście dalej możemy znaleźć pracę i jedną z największych grup stanowią rekruterzy. Jednak dla każdej branży jest miejsce pod warunkiem, iż mamy pomysł na siebie i chcemy dzielić się wiedzą oraz doświadczeniem.

Czy pojawiają się konta stworzone przez sztuczną inteligencję, tak jak na przykład na Instagramie, czy LinkedIn czuwa nad tym?

Na LinkedIn zdecydowanie rzadziej mamy do czynienia z botami niż na innych platformach. Jest dużo większa szansa, iż po drugiej stronie znajduje się człowiek – i to, moim zdaniem, jest ogromna wartość, której zaczyna brakować na innych mediach społecznościowych. Jeśli są zgłaszane boty albo aplikacja sama wychwyci, iż to jest konto nieprawdziwe, to je usuwa. LinkedIn dość mocno tego pilnuje.

Nie możemy też posiadać dwóch profili osobistych jako jedna osoba. W przeciwieństwie do innych platform, gdzie często mamy konto prywatne i biznesowe, tutaj funkcjonuje profil osobisty oraz ewentualnie osobna strona firmowa.

Nawet jeżeli zmieniamy branżę albo specjalizację, nie ma potrzeby zakładania nowego profilu. Warto to odpowiednio połączyć i przedstawić w spójny sposób. Nie zawsze jest to proste, dlatego dobrze jest wcześniej przemyśleć i ułożyć swoją strategię działania.

Czy dałoby się budować karierę w obecnych czasach, gdyby Linkedin nie istniał? Jak by to wyglądało?

Myślę, iż tak, choć byłoby to znacznie trudniejsze i bardziej czasochłonne.

Prawdopodobnie częściej uczestniczylibyśmy w spotkaniach dla przedsiębiorców, konferencjach czy wydarzeniach branżowych. Wymienialibyśmy wizytówki, numery telefonów czy adresy mailowe.

Linkedin bardzo ułatwia podtrzymywanie relacji nawiązanych offline. choćby jeżeli jesteśmy na stacjonarnym spotkaniu dla przedsiębiorców, możemy gwałtownie zeskanować kod QR do naszego profilu na LinkedIn i pozostać w kontakcie. Bez takiego narzędzia byłoby trudniej. Pamiętam moment, gdy opublikowałam post o odejściu z korporacji. Odezwało się wiele osób, które mnie wspierały, mimo iż wcześniej nie miałyśmy kontaktu. To pokazuje siłę tej platformy.

Dużo osób myśli, iż LinkedIn jest tylko do szukania pracy. I to jest też taki mały stereotyp prawda?

Tak, to zdecydowanie największy stereotyp. LinkedIn nie jest tylko platformą do szukania pracy. To raczej biznesowa wizytówka niż wirtualne CV. To także nie jest miejsce zarezerwowane wyłącznie dla osób pracujących w wielkich korporacjach. Tak naprawdę każdy może budować markę osobistą. Wiele profili, które zaczynały z bardzo małą grupą obserwujących, rozwijają się w ciekawym tempie. Linkedin jest w dużej mierze taki, jakim go tworzymy – i każdy z nas ma na to realny wpływ.

Osobiście skupiam się na wspieraniu osób, które dopiero zaczynają działać. jeżeli widzę post z niewielką liczbą reakcji czy komentarzy, staram się być tą osobą, która dodaje pierwszy komentarz. To jest naprawdę ważne – przede wszystkim dla motywacji autora.

Nie warto też ulegać mitom na temat LinkedIn. Inne platformy też na początku wydawały się nieintuicyjne i skomplikowane. Z czasem jednak nauczyliśmy się z nich korzystać i okazało się, iż nie ma się czego bać. Z LinkedIn jest podobnie. Zachęcam jednak, aby poznawać tą platformę świadomie – najlepiej z kimś, kto ją dobrze rozumie. Warto odkryć mniej oczywiste funkcje i aspekty techniczne, żeby mieć pewność, iż to co robimy naprawdę jest widoczne i docieramy do konkretnych osób. Dlatego jeżeli nas dany temat nie interesuje, to po co się uczyć tych wszystkich kwestii technicznych? kooperacja z osobą, która ma doświadczenie i sprawdzone rozwiązania, może znacząco ułatwić start i przyspieszyć efekty.

Oliwia Kowalik: Dziękuję za rozmowę

Katarzyna Kędzia

Nazywam się Kasia Kędzia i odczarowuję LinkedIn.
Sprawdziłam już ponad 400 profili i wiem co działa na LinkedIn.
Uczę jak działać lepiej niż 98% użytkowników oraz wykorzystać LinkedIn, by znaleźć dobrze płacących Klientów.

Pokazuję jak wykorzystać algorytm, by działał na naszą korzyść. Wyjaśniam jak działają konta Premium oraz jak dotrzeć do konkretnych firm i osób decyzyjnych.

Jestem autorką Programu LinkedIn w biznesie, a na moim profilu znajduje się ponad 100 rekomendacji.
Jestem też autorką jedynego w Polsce kursu LinkedIn dla Wirtualnych Asystentek.

Idź do oryginalnego materiału