LESZEK
Leszek pracował jako elektryk. Kiedy go poznałem był tuż przed emeryturą, kilka lat go od niej dzieliło. Kilka lat wcześniej zmarła mu żona, dzieci odeszły w świat i Leszek został sam na sam z pracą. Godziny wolnego od pracy czasu płynęły szybciej i były ciekawsze, gdy były podlane alkoholem. Wszyscy o tym wiedzieli, iż Leszek do pracy przychodzi w stanie niepełnej trzeźwości. Że wiedzieliśmy my to nic. Ale wiedział to też dyrektor.
Każdy ma słabszy dzie[H1] ń. Dyrektor miał taki słabszy dzień i postanowił kogoś upodlić. Leszek? To pewniak, nigdy nie jest trzeźwy. I dyrektor wezwał policję, by patrol sprawdził trzeźwość Leszka. Akurat tego dnia Leszek też miał słabszy dzień i dotarł do pracy trzeźwy. Nieuzasadnione wezwanie, więc dyrektor dostaje mandat 800 złotych. [H2]
Leszek ma to w de, ale w dyrektorze rośnie frustracja. Taki pewnik i takie pudło. Upokorzenie. Odczekuje kilka tygodni i powtarza akcję. Dzwoni na policję, by sprawdzili trzeźwość Leszka. Ten znów ma słabszy dzień i znów jest w pracy trzeźwy. Znów nieuzasadnione wezwanie, mandat 800 złotych – dla dyrektora. I dyrektor odpuszcza. Przestaje Leszka zauważać.
Miesiąc przed przejściem na emeryturę Leszek idzie na zaległy urlop. I pije. Serducho nie wytrzymuje i Leszek nie dożywa.
[H1]
[H2]



