Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiedziało na interpelację posłanki Pauliny Matysiak w sprawie drastycznego ograniczenia środków na aktywizację bezrobotnych. Resort przyznaje, iż walczył o wyższy budżet – i przegrał. W odpowiedzi znajdziemy jednak więcej ogólników niż konkretnych rozwiązań.
Resort chciał więcej, ale nie dostał
Odpowiedź minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk przynosi jedno istotne przyznanie: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej od początku stało po stronie urzędów pracy i bezrobotnych. Na każdym etapie prac budżetowych resort domagał się utrzymania finansowania aktywizacji zawodowej na poziomie z 2025 roku, czyli około 3,65 miliarda złotych. Argumenty były szczegółowe: rosnące koszty świadczeń, wyższe wynagrodzenia minimalne przekładające się na droższe refundacje, a wreszcie wzrost kosztu skutecznej aktywizacji jednej osoby – z 18 tysięcy złotych w 2023 roku do ponad 21 tysięcy złotych w roku bieżącym.
Minister Finansów przydzielił jednak dla całego Funduszu Pracy limit 10,1 miliarda złotych. Ostatecznie na aktywizację zawodową bezrobotnych w planie finansowym na 2026 rok zabezpieczono niespełna 2,15 miliarda złotych – o półtora miliarda mniej niż rok wcześniej. To niemal dokładnie te liczby, o których pisała posłanka Matysiak w swojej interpelacji.
Działania podjęte – ale czy wystarczające?
Ministerstwo nie czekało biernie. Już w grudniu 2025 roku i na początku stycznia 2026 roku minister Dziemianowicz-Bąk rozdysponowała między urzędy pracy łącznie około 1,7 miliarda złotych, w tym ponad miliard ze środków unijnych w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego Plus. Z rezerwy Funduszu Pracy uruchomiono 50 milionów złotych na zobowiązania przechodzące z poprzedniego roku. Na początku lutego ogłoszono nabór na kolejne 150 milionów złotych – tym razem skierowany do powiatowych urzędów pracy działających w regionach z najwyższą stopą bezrobocia. Wsparcie objęło bezrobotnych rodziców wracających na rynek pracy, osoby po 50. roku życia, powracających z zagranicy oraz chcących pracować w zawodach deficytowych.
To działania realne, ale ich skala wciąż nie domyka luki po półtoramiliarowym cięciu. Resort przyznaje, iż prowadzi rozmowy z Ministrem Finansów i Gospodarki w sprawie podniesienia limitów w ciągu roku. Na razie jest to jednak perspektywa rozmów, a nie decyzji.
Bezpłatne porady zamiast szkoleń i staży?
Część odpowiedzi poświęcona mechanizmom wsparcia dla bezrobotnych wzbudza mieszane uczucia. Ministerstwo jako jedno z rozwiązań na wypadek wzrostu bezrobocia wskazuje intensyfikację pośrednictwa pracy i poradnictwa zawodowego – usług, które nie wymagają angażowania środków Funduszu Pracy. Co prawda badania potwierdzają, iż połowa osób rejestrujących się w urzędach pracy oczekuje właśnie pomocy w znalezieniu ofert pracy, a 12 procent – doradztwa zawodowego. Jednak dla kogoś, kto stracił pracę i potrzebuje sfinansowania przekwalifikowania lub chce uruchomić własną działalność, choćby najlepszy doradca bez złotówki w kieszeni kilka pomoże.
Resort chwali też nową ustawę o rynku pracy i służbach zatrudnienia z marca 2025 roku, która nakłada minimalne normy obsady doradców w urzędach. To dobry krok – ale przepisy nie zastąpią środków finansowych.
Pytanie bez odpowiedzi
Na szczególną uwagę zasługuje jeden akapit odpowiedzi, gdzie ministerstwo wprost stwierdza, iż udzielenie odpowiedzi na pytania dotyczące dodatkowych źródeł finansowania aktywizacji zawodowej „nie należy do adekwatności Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej”. To lakoniczne zdanie zamyka jedną z kluczowych kwestii postawionych przez posłankę Matysiak: skąd wziąć brakujące środki?
Odpowiedź ministra potwierdza tym samym to, o czym alarmowała posłanka: decyzja o cięciach zapadła poza resortem, który za rynek pracy odpowiada. Bezrobotni odczują jej skutki niezależnie od tego, kto ponosi za nią polityczną odpowiedzialność.

12 godzin temu




