
„Ale Ty masz teraz dobrze. Tyle czasu wolnego!”
„Też bym tak chciała. Wstajesz, kiedy chcesz, nic nie musisz robić.”
„Zazdroszczę Ci, iż możesz sobie tak odpocząć.”
Tak czasami słyszy osoba, która właśnie odeszła z pracy i jest w trakcie szukania nowej.
I rzeczywiście – z boku może to wyglądać pięknie.
Nie chodzisz do pracy.
Nie wstajesz rano z budzikiem.
Nie masz szefa nad głową.
Nie musisz znosić klienta, którego nie lubisz, ani seniora, z którym trudno się dogadać.
Masz czas.
Tylko iż jest jedna rzecz, której często nie widać.
Ten czas wcale nie jest wolny.
Możesz przecież po prostu odejść…

Teoretycznie każdy może powiedzieć:
„Nie podoba mi się ta praca. Odchodzę i znajdę sobie inną.”
Tylko iż w praktyce większość ludzi tego nie robi.
Dlaczego?
Bo boi się utraty pracy.
Bo boi się, iż nie znajdzie następnej.
Bo ma kredyt, rachunki, rodzinę na utrzymaniu.
Bo „lepsza taka praca niż żadna”.
Bo przyzwyczaiła się do tego, co ma.
Bo myśli: „Jeszcze trochę wytrzymam”.
Bo po prostu strach przed niepewnością jest większy niż niezadowolenie z obecnej pracy.
I dlatego ludzie potrafią przez miesiące, a choćby lata tkwić w miejscu, którego nie lubią.
Narzekają.
Są zmęczeni.
Mówią, iż mają dość.
A następnego dnia znowu idą do tej samej pracy.
Najtrudniejszy jest pierwszy krok

Odejście z pracy nie zawsze oznacza, iż ktoś ma już świetną alternatywę.
Czasami oznacza dokładnie coś przeciwnego.
„Nie wiem, co będzie dalej, ale wiem, iż nie chcę już tak pracować.”
I to jest ogromna różnica.
Można przecież zostać.
Można jeszcze raz powiedzieć sobie: „Wytrzymam”.
Można zaakceptować kolejne warunki, kolejne nadgodziny, kolejne obowiązki, kolejne sytuacje, które nam nie odpowiadają.
Tylko dlatego, iż znalezienie nowej pracy wymaga odwagi.
A czasami również pieniędzy.
Bo kiedy rezygnujesz z pracy, rezygnujesz także z regularnego dochodu.
I nagle każdy tydzień bez pracy zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Tydzień bez pracy nie zawsze jest tygodniem odpoczynku
Wyobraź sobie, iż przez kilka tygodni nie pracujesz.
Ktoś może pomyśleć:
„Super! Tyle wolnego!”
A Ty w tym czasie:
sprawdzasz oferty pracy,
wysyłasz CV,
odpisujesz na wiadomości,
odbierasz telefony,
chodzisz na rozmowy,
czekasz na odpowiedzi,
porównujesz wynagrodzenia,
sprawdzasz warunki,
zastanawiasz się, czy dana oferta jest rzeczywiście tym, czego szukasz.
A potem przychodzi wieczór.
I zamiast pomyśleć:
„Ale miałam dzisiaj fajny dzień”
myślisz:
„Czy ja w końcu znajdę tę pracę?”
Bo największym problemem nie jest choćby brak zajęcia.
Jest nim niepewność.
A pieniędzy nie przybywa
To chyba najważniejsza różnica pomiędzy „wolnym” a bezrobociem czy okresem pomiędzy jedną pracą a drugą.
Kiedy masz urlop, odpoczywasz i przez cały czas otrzymujesz wynagrodzenie.
Kiedy sama rezygnujesz z pracy i szukasz nowej, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
Czas płynie.
Rachunki przychodzą.
A dochodu może nie być.
Dlatego te kilka tygodni, które z zewnątrz wyglądają jak cudowna wolność, dla osoby szukającej pracy mogą być okresem ogromnego napięcia.
I właśnie dlatego nie zazdroszczę komuś, kto „ma tyle wolnego”.
Jeżeli wiem, iż ten człowiek sam zdecydował się odejść z pracy, żeby znaleźć coś lepszego, to bardziej podziwiam jego odwagę.
Łatwiej zostać niż zacząć od nowa
Zmiana pracy wymaga energii.
A czasami człowiek jest już tak zmęczony poprzednią pracą, iż najchętniej chciałby po prostu przestać się martwić.
Dlatego wiele osób zostaje tam, gdzie jest.
Nie dlatego, iż jest im dobrze.
Tylko dlatego, iż boją się tego, co będzie po odejściu.
Nowa praca oznacza niewiadomą.
Czy będzie lepsza?
Czy ludzie będą w porządku?
Czy wynagrodzenie będzie takie, jak obiecano?
Czy atmosfera będzie dobra?
Czy nie okaże się, iż zamieniłam jedno zło na drugie?
„Ale Ty masz odwagę!”
Tak.
Tylko iż odwaga nie oznacza braku strachu.
Odwaga oznacza zrobienie czegoś mimo strachu.
Można bać się, iż nie znajdzie się nowej pracy.
Można bać się pustego konta.
Można bać się, iż następna oferta okaże się jeszcze gorsza.
Można mieć wszystkie te obawy i mimo tego powiedzieć:
„Nie chcę już tak żyć. Muszę coś zmienić.”
I czasami właśnie to jest najtrudniejsza decyzja.
Nie samo znalezienie nowej pracy.
Tylko pozwolenie sobie na to, żeby odejść od starej.
Ludzie zazdroszczą efektu, nie widzą drogi
Często zazdrościmy komuś tego, co widzimy.
Widzimy kobietę, która nie pracuje.
Nie widzimy dziesiątek wysłanych wiadomości.
Nie widzimy ofert, które odrzuciła, bo warunki były gorsze niż poprzednio.
Nie widzimy rozmów telefonicznych.
Nie widzimy czekania na odpowiedź.
Nie widzimy kalkulatora, na którym liczy, ile jeszcze może pozwolić sobie nie zarabiać.
Nie widzimy stresu.
Nie widzimy myśli:
„A co będzie, jeżeli za miesiąc przez cały czas niczego nie znajdę?”
Widzimy tylko:
„Ale masz fajnie. Nie pracujesz.”
Czasami trzeba stracić kilka tygodni, żeby zyskać kilka lat
Nie każda zmiana pracy jest dobra.
Nie każda decyzja o odejściu kończy się sukcesem.
Czasami nowa praca okazuje się pomyłką.
Czasami człowiek wraca do poprzedniej branży.
Czasami szuka dłużej, niż zakładał.
Ale pozostanie w miejscu tylko dlatego, iż boimy się zmiany, również ma swoją cenę.
Możemy stracić zdrowie, energię, motywację, poczucie własnej wartości.
Dlatego czasami kilka tygodni niepewności jest ceną, którą ktoś świadomie płaci za możliwość rozpoczęcia czegoś od nowa.
I naprawdę nie musi to być powód do zazdrości.
Może być powodem do refleksji.
„Ja bym nigdy nie zrezygnowała bez nowej pracy”
I być może właśnie dlatego wiele osób nigdy nie zmienia swojej sytuacji.
To nie jest zarzut.
Każdy ma inne możliwości, zobowiązania i poziom ryzyka, który może zaakceptować.
Jedna osoba może pozwolić sobie na kilka tygodni bez dochodu.
Inna nie może sobie pozwolić choćby na tydzień.
Nie chodzi więc o to, żeby namawiać wszystkich do rzucania pracy.
Chodzi o coś zupełnie innego.
Nie oceniajmy osoby, która zdecydowała się odejść tylko dlatego, iż jej decyzja wygląda z boku jak „luksus posiadania wolnego czasu”.
Być może właśnie wtedy przeżywa jeden z bardziej stresujących okresów swojego życia zawodowego.
Nie zazdrość komuś odwagi
Jeżeli spotkasz osobę, która przez kilka tygodni nie pracuje, bo świadomie zdecydowała się zmienić swoje życie zawodowe, zanim powiesz:
„Ale Ci zazdroszczę, iż masz tyle czasu”,
pomyśl o jednej rzeczy.
Może ona wcale nie ma więcej czasu.
Może po prostu wykorzystuje go na zbudowanie sobie nowego życia zawodowego.
Może każdego dnia wykonuje pracę, której nie widać.
Szuka.
Dzwoni.
Pisze.
Czeka.
Odrzuca.
Próbuje.
I znowu zaczyna.
A przede wszystkim – ponosi ryzyko, którego większość ludzi nie chce ponieść.
Bo najłatwiej jest zostać tam, gdzie już jesteśmy.
Najtrudniej powiedzieć:
„Nie wiem, co będzie dalej. Ale wiem, iż muszę spróbować.”
I może właśnie dlatego nie należy zazdrościć komuś tych kilku tygodni bez pracy.
Może warto zazdrościć mu czegoś zupełnie innego.
Odwagi, żeby zmienić to, czego sam już nie chce.
A Ty?
Czy kiedykolwiek zrezygnowałaś z pracy, mimo iż nie miałaś jeszcze nowej?
Czy potrafiłabyś odejść z pracy, której nie lubisz, wiedząc, iż przez jakiś czas możesz nie mieć dochodu?
A może należysz do osób, które wolą trzymać się tego, co pewne, choćby jeżeli nie są z tego zadowolone?
Napisz w komentarzu. Jestem ciekawa, jak Wy patrzycie na zmianę pracy.









