Na długo przed wejściem Polski do Unii Europejskiej wykuto żelazny argument przemawiający na rzecz przystąpienia do tej „europejskiej wspólnoty”. adekwatnie to ukuto dwa argumenty, jeden był całkowitym absurdem, bo głosił, iż „wracamy do Europy”, podczas gdy w Europie jesteśmy od zawsze. Drugi był zacznie bardziej zakamuflowany i opierał się na micie „płatnika netto”. Prawie wszyscy eksperci, ekonomiści, politycy i dziennikarze przekonywali, iż Polska nie będzie płatnikiem netto, co oznacza, iż to Unia Europejska będzie dopłacać do nas, a nie my do Unii. I rzeczywiście w teorii tak się dzieje, jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie wpłaty i wypłaty, ale jeżeli się przyjrzeć wszystkim uwagom zapisanym drobnym drukiem i procesom makroekonomicznym, to sprawy wyglądają zgoła inaczej.
Owszem powstało w Polsce mnóstwo Aquaparków i jeszcze więcej wybrukowano chodników i rynków, po wcześniejszym wykarczowaniu drzew, ale nie powstała żadna nowa gałąź przemysłu, za to staliśmy się dostarczycielem taniej „prywatyzacji” i siły roboczej. UE to projekt polityczno-ideologiczno-bankowy i w takich projektach nie ma miejsca na empatię połączoną z altruizmem. Takie projekty bazują na ukrytych intencjach i wykorzystują każdą okazję, żeby sprzedać naiwnym raty zero procent albo pod emeryturę pod palmami. Najnowszy produkt polityczno-ideologiczno-bankowy UE nazywano SAFE i to też specjalność magów od sprzedaży. SAFE to bezpieczeństwo, zatem na starcie klient jest alarmowany, iż żartów nie ma i co za tym idzie trzeba produkt brać w ciemno. Dodatkowe zachęty to „najlepsze warunki na rynku”, „wzmocnienie krajowej produkcji”, „budowanie niezależności”.
Od kilku tygodni realizowane są w Polsce burzliwe dyskusje wokół tej samej argumentacji sprzed lat, wracamy do Europy, UE nam daje pieniądze. Pojawiły się też więcej niż optymistyczne statystyki, a główna to 90 proc. środków zainwestowanych w polskie firmy. Po drugiej stronie mniej niż 1 proc. dla firmy niemieckiej z kapitałem szwedzkim. Lepiej być nie może! W całej tej dyskusji, o tym kto najwięcej zarobi, konsekwentnie był pomijany najważniejszy argument, którym jest sam kredyt. Na kredytach nie zarabiają inwestorzy, inwestorzy kredyty muszą spłacać i nie zawsze im się to udaje, czego boleśnie doświadczyli kredytobiorcy „frankowi”. Kredytów udzielają banki i to banki czerpią zyski ze swoich produktów. Jakimś cudem ta elementarna wiedza dotarła w końcu do polityków i dzięki temu szary obywatel może się zapoznać z listą prawdziwych beneficjentów SAFE. W Internecie pojawił się spis banków, które będą udzielały kredytów w ramach SAFE i w żadnej tabelce nie ma banku polskiego.
Jakie banki wyciągnęły szczęśliwy los? Katalog szczęściarzy nie jest żadnym zaskoczeniem, bo jak zwykle zarobić mają ci, którzy mają zarobić: niemiecki Deutsche Bank, francuski BNP Paribas, holenderski ING Bank, hiszpański Santander oraz jeszcze wiele innych banków z kapitałem europejskim i z wyłączeniem kapitału polskiego. Jak wyliczono w Polsce, odsetki z SAFE mniej więcej pokrywają się z samą kwotą kredytu, czyli do spłaty będziemy mieli 43 miliardy euro kapitału plus 43 miliardy euro odsetek i to jest największy interes, tylko nie nasz. Gdyby ktoś chciał ubolewać nad brakiem polskich banków w programie SAFE, to się nie zna i leje wodę na koło młyńskie „Polexitu”. Nie ma polskich banków, bo polskie banki nie spełniają kryteriów narzuconych przez Komisję Europejską. Oprócz tradycyjnych zapisów drobnym drukiem, wyraźnie wskazano, iż warunkiem uczestniczenia w programie SAFE, jest to, aby bank udzielający kredytu znajdował się w strefie euro. Tak działa UE i to się nie zmieni, dopóki Polacy nie zrozumieją jak działa UE i będą naiwnie powtarzać, iż „wróciliśmy do Europy”, która jest płatnikiem netto.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

8 godzin temu




