Powieść Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy” niesie sobą wyraźnie kolonialne, paternalistyczne (jak my lubimy tak się zachowywać), poniekąd rasistowskie, katolicko-misyjne i islamofobiczne podteksty. Nie oznacza to, iż należy jej zakazać. Trzeba tylko odpowiednio komentować i prezentować te elementy podczas edukacji. W powieści Sienkiewicza spotykamy się z pojęciem „mzimu”. W wierzeniach pierwotnych, plemiennych, oznacza to ducha w zależności od kontekstu dobrego bądź złego. Dosłownie mzimu to duch, bóstwo zależne od przywołującego go bądź zaklinającego czarownika, szamana. To część szerokiej formy wierzeń religijnych zwanych animizmem. W kulturze polskiej, głównie poprzez lekturę szkolną, pojęcie to funkcjonuje jako metafora dobrego lub złego opiekuna.
Napaść USA i Izraela na Iran, zniszczenia, jakie niesie temu krajowi i jego populacji, jak czyni to zresztą polityka Izraela na całym Bliski Wschodzie od dekad, pozwala jednak zaobserwować w Polsce niesłychane zjawisko. Napawać ono może, mimo tragizmu całej tej bezsensownej wojny wywołanej przez Waszyngton do spółki z Tel Awiwem, niejakim schadenfreude. Widać wyraźny rozkrok, tak intelektualny jak i aksjologiczny, u dotychczasowych bezkrytycznych i zawsze serwilistycznych piewców najszerzej pojętego pro-amerykanizmu. Miło jest patrzeć na twarze i wygibasy retoryczne jakie uprawiają media-workerzy w rodzaju Kraśki, Węglarczyka, Wrony, Elizy Michalik czy profesorów Lewickiego lub Matczaka plus cały tabun ekspertów tłumaczących „po linii i na bazie”, co takie lokajstwo ma oznaczać, z czym go należy zjeść i jak rozumieć naszą bezgraniczną miłość do wszystkiego, co kojarzy się temu towarzystwu z terminem Stany Zjednoczone. I iż w tym jest polska racja stanu.
Prof. Kishore Muhbubani, jeden z intelektualistów azjatyckich, emerytowany dyplomata i wykładowca wielu topowych uczelni na świecie, w jednym z wywiadów o postawie liderów europejskich wobec ignorancji, dyplomatycznego nieuctwa i pospolitego chamstwa Donalda Trumpa powiedział, iż takich liderów w Azji się nie szanuje gdyż liżą buty obecnemu Prezydentowi USA, którymi on ich kopie w twarz. Nasze elity polityczne, nasz mainstream od trzech dekad zachowują się analogicznie czyli czołobitnie do każdego gospodarzy Białego Domu i wszystkiego, co kojarzy się ze Stanami Zjednoczonymi.
Polskie elity i większość społeczeństwa, ta prezydentura winna otrzeźwieć, gdyż widać, iż Amerykanie traktują wszytko i wszystkich przedmiotowo, zależnie od swoich aktualnych priorytetów i interesów. I tu właśnie do gry wchodzi pojęcie mzimu. Duch, który w zależności od zaklęć i egzekwii szamana, maga czy czarodzieja odmieni go w ducha dobrego. Bo dzisiaj z niewiadomych dla polskiego bezkrytycznego i gorliwego amerykanofilstwa jakiś szatański układ (na pewno Putin) spowodował, iż w gabinecie owalnym zasiadł facet taki jak Trump. Facet, który przeczy cały swoim jestestwem wszystkim naszym wyobrażeniom o Ameryce dobrej, szlachetnej, walczącej zawsze o demokrację i prawa człowieka, empatycznej, uśmiechniętej, pro-zachodnioeuropejskiej, w której szczególne miejsce zajmuje Polska, kraj Wałęsy, Solidarności i Jana Pawła II. Facet którego my, tak jak Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u, Orbana, przede wszystkim Putina i Rosji, szczerze nienawidzimy. I życzymy im wszystkiego najgorszego. I prawdopodobnie ów demiurg się pomylił, szaman nie dokończył lub wykonał niechlujnie swoje obrzędy, spuszczając na uwielbiane USA, a tym samym i na nas, owo mzimu w postaci Trumpa i jego ekipy.
Jest jednak nadzieja w głowach tych środowisk i to widać słychać i czuć, jak zawsze naiwna i poparta wyłącznie chciejstwem oraz irracjonalną wiarą w Stany niczym w absolutnie dobre mzimu, iż gdy tylko Trump poniesie porażkę, gdy on i jego totumfaccy wyniosą się z Białego Domu, wszytko wróci do normy. I będzie jak dawniej, jak to w jednym z wywiadów przed wyborami 15.10.2023 stwierdziła Agnieszka Holland: zmiana ekipy rządzącej Polską musi nastąpić po to, by było jak dawniej. Bo wtedy ponownie ten intelektualny, polityczny, estetyczny, aksjologiczny rozkrok, w jaki popadli polscy amerykanofile zostanie zlikwidowany i można będzie spokojnie znów oddać się błogiemu, bez niepotrzebnego hamletyzowania, bałwochwalstwu skierowanego do kolejnego waszyngtońskiego mzimu.
To myślenie jest obarczone, jak zawsze w tych gremiach, ahistorycznością, naiwnością i absolutną ignorancją wobec tego co zachodzi w świecie, jakie procesy w nim przebiegają i co one niosą dla całej planetarnej populacji. Na te kaprysy i chciejstwa wystarczy tylko przypomnieć powieść Antona Czechowa „Trzy siostry”. Jedna z sióstr, Masza, w pewnym momencie mówi – posadzę kwiatki i będzie pachniało. Nie będzie pachniało, bo diametralnie zmieniła się sytuacja społeczna, polityczna, kulturowa. Gdyż to nie Trump jest jej demiurgiem. On jest po prostu tych procesów, sytuacji w jakiej znalazł się system w swoim centrum jakim jest USA, u schyłku hegemonii Zachodu, efektem. Wisienką na torcie i niejako podsumowaniem.

2 dni temu




