To się staje pokoleniową tradycją. Dla WOŚP zbierali Millenialsi, teraz uczą wolontariatu swoje dzieci

15 godzin temu
25 stycznia odbędzie się 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Choć hasło finału co roku się zmienia, jedno pozostaje niezmienne - WOŚP od lat budzi ogromne emocje i dla wielu Polek i Polaków jest czymś znacznie więcej niż tylko jednorazową akcją charytatywną. Coraz częściej mówi się wręcz o pokoleniowej tradycji pomagania.
W tym roku celem zbiórki jest diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów. Do naszej redakcji odezwały się czytelniczki, które dzielą się osobistymi, często bardzo poruszającymi historiami. Wiele z nich to milenialsi, czyli to pokolenie, które dorastało razem z Orkiestrą, samo zbierało do puszek lub działało w sztabach. Dziś to właśnie oni pokazują swoim dzieciom, czym jest wolontariat i wspólne pomaganie.


REKLAMA


Zobacz wideo Dlaczego tylko kobiety pyta się o niską dzietność?


"To było coś więcej niż zbiórka. To była wspólnota"
- Gdy dorastaliśmy, WOŚP był dla niektórych jedyną taką dużą, pozytywną akcją w roku. Tam naprawdę działy się super rzeczy - wspomina 31-letnia Ola. - Dla wielu osób chodzenie z puszką albo pomoc w sztabach było sposobem nie tylko na pomaganie, ale też na spędzanie czasu z rówieśnikami. Ja akurat nie chodziłam z puszką, ale działałam w sztabach i zawsze była tam świetna, wspierająca atmosfera. Dziś sporo osób, które wtedy pomagały, ma już dzieci i kontynuuje tę tradycję razem z nimi. Uważam, iż to naprawdę piękne - opowiada.
Ola podkreśla, iż WOŚP nauczył ją wrażliwości i działania zespołowego. - To były moje pierwsze doświadczenia z wolontariatem. Teraz, kiedy widzę znajomych z dziećmi kwestującymi na ulicach, mam poczucie, iż to coś naturalnego, jakby kolejny etap tej samej historii - wyznaje.


"Kilometry z puszką i rynek w Toruniu"
Swoimi wspomnieniami dzieli się też 34-letnia Natalia, która kilka lat temu zbierała pieniądze jako wolontariuszka. - Chodziłam po rynku w Toruniu, stałam pod kościołami, robiłam kilometry z puszką. A i tak często w puszce szału nie było - śmieje się. - Dzieci robią nam konkurencję, bo ludzie chętniej wrzucają pieniądze maluchom niż dorosłym - dodaje.
Natalia przyznaje jednak, iż mimo zmęczenia i chłodu, zawsze wracała do domu z poczuciem sensu. - To nie chodziło o to, ile się zbierze. Ważne było samo bycie częścią czegoś większego. Teraz sama myślę o tym, żeby w przyszłości pójść z puszką razem z dzieckiem - podkreśla.


"Oddział był cały w serduszkach WOŚP"
Jedną z najbardziej poruszających historii opowiedziała nam 20-letnia Kamila. - Urodziłam się jako wcześniak, w siódmym miesiącu ciąży. Leżałam w inkubatorze, korzystałam z aparatury, którą, jak później dowiedziała się mama, w dużej mierze sfinansował WOŚP - mówi.
Jak wspomina, oddział neonatologii był wypełniony charakterystycznymi serduszkami. - Mama opowiadała mi, iż wtedy modliła się tylko o jedno: żebym przeżyła. I obiecała sobie, iż jeżeli tak się stanie, będzie wspierać każdą zbiórkę Orkiestry - wyznaje. Dziś Kamila razem z mamą regularnie kwestuje i zachęca innych do pomagania. - Dla nas WOŚP to nie slogan. To realna pomoc, która dała mi szansę na życie. Dlatego co roku wracamy do tego z ogromnymi emocjami i wdzięcznością - opowiada na zakończenie rozmowy.
Chcesz dodać coś od siebie? Napisz na adres: [email protected]
Idź do oryginalnego materiału