W tym roku celem zbiórki jest diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów. Do naszej redakcji odezwały się czytelniczki, które dzielą się osobistymi, często bardzo poruszającymi historiami. Wiele z nich to milenialsi, czyli to pokolenie, które dorastało razem z Orkiestrą, samo zbierało do puszek lub działało w sztabach. Dziś to właśnie oni pokazują swoim dzieciom, czym jest wolontariat i wspólne pomaganie.
REKLAMA
Zobacz wideo Dlaczego tylko kobiety pyta się o niską dzietność?
"To było coś więcej niż zbiórka. To była wspólnota"
- Gdy dorastaliśmy, WOŚP był dla niektórych jedyną taką dużą, pozytywną akcją w roku. Tam naprawdę działy się super rzeczy - wspomina 31-letnia Ola. - Dla wielu osób chodzenie z puszką albo pomoc w sztabach było sposobem nie tylko na pomaganie, ale też na spędzanie czasu z rówieśnikami. Ja akurat nie chodziłam z puszką, ale działałam w sztabach i zawsze była tam świetna, wspierająca atmosfera. Dziś sporo osób, które wtedy pomagały, ma już dzieci i kontynuuje tę tradycję razem z nimi. Uważam, iż to naprawdę piękne - opowiada.
Ola podkreśla, iż WOŚP nauczył ją wrażliwości i działania zespołowego. - To były moje pierwsze doświadczenia z wolontariatem. Teraz, kiedy widzę znajomych z dziećmi kwestującymi na ulicach, mam poczucie, iż to coś naturalnego, jakby kolejny etap tej samej historii - wyznaje.
"Kilometry z puszką i rynek w Toruniu"
Swoimi wspomnieniami dzieli się też 34-letnia Natalia, która kilka lat temu zbierała pieniądze jako wolontariuszka. - Chodziłam po rynku w Toruniu, stałam pod kościołami, robiłam kilometry z puszką. A i tak często w puszce szału nie było - śmieje się. - Dzieci robią nam konkurencję, bo ludzie chętniej wrzucają pieniądze maluchom niż dorosłym - dodaje.
Natalia przyznaje jednak, iż mimo zmęczenia i chłodu, zawsze wracała do domu z poczuciem sensu. - To nie chodziło o to, ile się zbierze. Ważne było samo bycie częścią czegoś większego. Teraz sama myślę o tym, żeby w przyszłości pójść z puszką razem z dzieckiem - podkreśla.
"Oddział był cały w serduszkach WOŚP"
Jedną z najbardziej poruszających historii opowiedziała nam 20-letnia Kamila. - Urodziłam się jako wcześniak, w siódmym miesiącu ciąży. Leżałam w inkubatorze, korzystałam z aparatury, którą, jak później dowiedziała się mama, w dużej mierze sfinansował WOŚP - mówi.
Jak wspomina, oddział neonatologii był wypełniony charakterystycznymi serduszkami. - Mama opowiadała mi, iż wtedy modliła się tylko o jedno: żebym przeżyła. I obiecała sobie, iż jeżeli tak się stanie, będzie wspierać każdą zbiórkę Orkiestry - wyznaje. Dziś Kamila razem z mamą regularnie kwestuje i zachęca innych do pomagania. - Dla nas WOŚP to nie slogan. To realna pomoc, która dała mi szansę na życie. Dlatego co roku wracamy do tego z ogromnymi emocjami i wdzięcznością - opowiada na zakończenie rozmowy.
Chcesz dodać coś od siebie? Napisz na adres: [email protected]

15 godzin temu











