Ukraińcy – opuszczą Polskę, czy do nas przyjadą?

3 miesięcy temu

Wraz z kolejnymi planami pokojowymi zakończenia rosyjskiej agresji pojawiają się spekulacje, czy Ukraińcy, którzy znaleźli w Polsce schronienie, powrócą do swojego kraju. Na razie możemy mówić tylko o intencjach. Tym bardziej iż nie wiemy, jaki będzie ten pokój i jakie warunki stałego pobytu nasz kraj stworzy dla wschodnich sąsiadów. Bardzo dużo niewiadomych, ale pojawiają się badania opinii na ten temat i – co bardziej wiarygodne – można porozmawiać z Ukraińcami. Okazji nie brakuje, chętnych do rozmowy także.

Według analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego tylko 40 proc., czyli czterech na dziesięciu imigrantów z Ukrainy, pozostanie w Polsce. Pozostałe 60 proc. znajduje się w tzw. fazie pragmatycznej lub przejściowej – ich obecność w Polsce wynika głównie z aktualnego zatrudnienia, sytuacji ekonomicznej lub braku alternatyw. Ta grupa rzadziej ma sprecyzowane plany dotyczące przyszłego miejsca zamieszkania. Ci Ukraińcy mogą Polskę opuścić, niekoniecznie powracając do swojej ojczyzny.

Jak to się przekłada na liczby? Według różnych danych w Polsce przebywa 1–1,5 mln Ukraińców. Blisko 45 proc. z nich to kobiety, nieletni stanowią prawie 32 proc., a dorośli mężczyźni – blisko 24 proc. Większość znalazła u nas zatrudnienie – dane mówią o ponad 820 tys. pracowników. Według raportu Banku Gospodarstwa Krajowego płacone przez nich składki na ubezpieczenie społeczne zasilają budżet ZUS kwotą ponad 15 mld zł, co z nawiązką pokrywa otrzymywane przez nich świadczenia. Natomiast Deloitte szacuje, iż Ukraińcy swoją pracą przyczyniają się do wzrostu polskiego PKB o 0,9–1,35 proc., co stanowi ok. jedną trzecią wzrostu w ubiegłym roku.

Życząc więc Ukrainie – jak określa to słusznie prezydent Zełenski – trwałego i sprawiedliwego pokoju, mamy powody do niepokoju. jeżeli Ukraińcy masowo opuszczą Polskę, to w wielu branżach pogłębi się brak rąk do pracy, a silny wzrost gospodarczy mocno wyhamuje. Analitycy mBanku przewidują, iż ubytek PKB w tym roku wyniósłby 0,8 proc., a tempo wzrostu w latach 2027–2030 byłoby przeciętnie o 0,2 proc. niższe.

Ale oddajmy głos samym Ukraińcom. Danyl był czasowo w Niemczech, gdy Rosja zaatakowała, ale to Polska wydała mu się bardziej przyjaznym krajem do osiedlenia się i prowadzenia biznesu, także ze względów kulturowych i językowych. Mieszka w Warszawie z żoną i kilkuletnim synem w prestiżowej dzielnicy miasta. Szacunki, iż 60 proc. Ukraińców może wyjechać z Polski, uważa za mocno przesadzone. Jego zdaniem to tylko wyraz sentymentu do ojczyzny i deklaracje, na których się skończy.

– Wielu nie będzie miało do czego wrócić, inni rzeczywiście wrócą, ale tylko na chwilę. To, co na Ukrainie zastaną, kilka będzie przypominać kraj, z którego uciekli. W Polsce przyzwyczaili się do życia we względnym dobrobycie i w poczuciu bezpieczeństwa. Wielu wtopiło się w tkankę społeczną, a ich dzieci chodzą do polskich przedszkoli i szkół, a o tamtym życiu prawie zapomnieli – tłumaczy, pokazując w telefonie nowy, elegancki budynek, w którym przed wojną odebrał mieszkanie i do którego już pewnie nie wróci.

Danyl ma własne szacunki, zbudowane na rozmowach z rodakami: – Gdyby ludziom zaproponowano dziś podpisanie dokumentu ze zobowiązaniem do powrotu natychmiast po podpisaniu trwałego pokoju, najwyżej co dziesiąta osoba byłaby gotowa złożyć taką deklarację. Nie obawia się też rosnącej fali antyukraińskich nastrojów. Te widzi tylko w mediach społecznościowych, w realnym życiu spotyka się natomiast wyłącznie z życzliwością i dwukrotnie prosi, by w tekście podziękować Polsce i narodowi polskiemu.

Perspektywa, iż z Polski z dnia na dzień zniknie pół miliona Ukraińców, wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Co więcej, pokój na Ukrainie może uruchomić kolejną falę migracji do naszego kraju. Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy i założyciel firmy Personnel Service, uważa, iż zakończenie wojny „uwolni” setki tysięcy mężczyzn, którzy do tej pory nie mogli opuścić napadniętego kraju. Szacuje, iż do Polski może trafić choćby ponad milion Ukraińców. Powołuje się na badania przeprowadzone przez Fundację Inicjatywy Demokratyczne i Centrum Razumkowa, z których wynika, iż co czwarty Ukrainiec oraz co piąta Ukrainka rozważają emigrację po zakończeniu wojny.

Najbardziej skłonne do opuszczenia kraju jest młode pokolenie – co trzecia osoba w wieku 18–29 lat wyraziła chęć wyjazdu. Wśród kierunków migracji Polska zajmuje pierwsze miejsce – chce do nas przyjechać 43 proc. respondentów (Niemcy – 30 proc., USA i Kanada – 21,3 proc., Belgia i Holandia – 12,8 proc., Czechy – 9,1 proc.). Co ciekawe, wśród motywów emigracji Ukraińcy wskazują nie tylko zagrożenie życia związane z działaniami wojennymi (29 proc.), ale również powody, które gwałtownie nie znikną: brak możliwości rozwoju zawodowego (30 proc.) oraz niewystarczające wsparcie ze strony państwa (29 proc.).

Dobrze życząc Ukrainie, dla Polski to świetna perspektywa. Już teraz przybywają do nas młodzi Ukraińcy do 22. roku życia, którym władze w Kijowie zezwoliły na wyjazd. Rośnie też liczba polsko-ukraińskich małżeństw. Przy katastrofie demograficznej, której rozmiary zaskakują choćby pesymistycznie nastawionych badaczy, Ukraińcy po prostu są Polsce niezbędni dla rozwoju gospodarczego – i tyle. To już nie „odruch serca” jak po wybuchu wojny, ale chłodna kalkulacja i nic w tym złego. Etniczna czystość w wyludnionej Polsce nie jest tu alternatywą.

Danyl stawia jednak duże znaki zapytania: – Nie wiadomo, czy władze wypuszczą z Ukrainy mężczyzn, bo trwały pokój może być tylko iluzją. No i nie wiadomo, jak polskie władze odniosą się do nowej, masowej fali ukraińskich migrantów.

Idź do oryginalnego materiału