Walcownia Metali „Dziedzice” z Czechowic-Dziedzic, jeden z filarów Grupy Boryszew, szykuje zwolnienia grupowe w roku swojego 130-lecia. Pierwotny plan mówił o 200 osobach — prawie połowie załogi. Po negocjacjach ze związkami liczba ma zejść do najwyżej 150, a cały proces rozłożono do końca listopada. Za cięciami stoją koszty energii, wahania cen miedzi i amerykańskie cła, które uderzyły w energochłonny polski przemysł.
Najważniejsze fakty:
– zakład zatrudnia 447 osób; zawiadomienie o zwolnieniach grupowych trafiło do strony społecznej i urzędu pracy 30 czerwca
– pierwotny plan: 163 pracowników produkcji i 37 biurowych, razem 200 etatów
– po rozmowach z „Solidarnością” skalę ograniczono o około jedną czwartą, do maksymalnie 150 osób
– proces zwolnień rozłożono w czasie do końca listopada
– Walcownia należy do Grupy Boryszew i eksportuje półwyroby z mosiądzu do ponad 30 krajów
Co dokładnie dzieje się w Walcowni Metali Dziedzice?
Pod koniec czerwca zarząd przekazał związkowcom oraz Powiatowemu Urzędowi Pracy w Bielsku-Białej zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych. Z 447 zatrudnionych pracę miało stracić 200 osób — 163 w produkcji i 37 w administracji. To niemal połowa całej załogi jednego z największych pracodawców w mieście.
Data ma tu swój gorzki wydźwięk. Założona w 1896 roku Walcownia Metali „Dziedzice” S.A. obchodzi w tym roku 130-lecie istnienia. Jubileusz, który w innych okolicznościach byłby powodem do dumy, zbiegł się z najtrudniejszą decyzją personalną od lat.
Paweł Sroczyński, przewodniczący zakładowej „Solidarności”, nie kryje rozgoryczenia.
„W tym roku obchodziliśmy 130-lecie zakładu, ale to był smutny jubileusz”Dodawał, iż pierwotna propozycja pracodawcy — 200 osób, prawie połowa załogi — była dla związku nie do przyjęcia.
Ile osób realnie straci pracę?
Tu pojawia się najnowszy zwrot w sprawie. Negocjacje między zarządem a „Solidarnością” przyniosły efekt: skalę zwolnień udało się zmniejszyć o mniej więcej jedną czwartą. Zamiast 200 pracę ma stracić najwyżej 150 osób, a sam proces rozłożono w czasie — potrwać ma do końca listopada, a nie ruszyć z impetem na początku sierpnia, jak zapowiadano na początku.
Związkowcy wywalczyli też dodatkowe zabezpieczenia. Pracownicy w wieku przedemerytalnym mają zostać objęci szczególną ochroną, a strona społeczna zabiega o korzystniejsze przeliczenie odpraw, mimo trudnej sytuacji finansowej spółki. Odprawy będą wypłacane zgodnie z ustawą o zwolnieniach grupowych, która uzależnia ich wysokość od stażu pracy.
Dla wielu rodzin w Czechowicach-Dziedzicach różnica między 200 a 150 zwolnieniami to nie statystyka, ale pytanie o utrzymanie. Ostateczny kształt porozumienia wciąż nie jest przesądzony.
Od walcowni cynku do mosiądzu — 130 lat zakładu
Historia fabryki sięga maja 1896 roku, gdy w Dziedzicach na Śląsku Cieszyńskim ruszyła Walcownia Cynku „Dziedzice”. Zakład powstał przy linii Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda łączącej Wiedeń ze Lwowem, co dawało mu dogodny dostęp do transportu. Pierwsza hala walcownicza miała nieco ponad 1500 metrów kwadratowych, a produkcja ograniczała się wtedy do walcowanej blachy cynkowej.
Profil zakładu zmieniał się wraz z rynkiem. W 1909 roku fabrykę rozbudowano i wprowadzono wyroby z aluminium oraz półfabrykaty cynkowe, a rok później ruszyła produkcja miedzi i jej stopów. To właśnie ten kierunek — metale nieżelazne, mosiądz, pręty, rury i wymienniki ciepła — z czasem uczynił z Dziedzic rozpoznawalnego na świecie producenta półwyrobów. Przez 130 lat zakład przetrwał dwie wojny światowe, zmiany granic i ustrojów, za każdym razem dostosowując produkcję do nowych realiów. Dzisiejsze cięcia to kolejny taki test.
Dlaczego tak duży zakład tnie zatrudnienie?
Anna Janocha, rzecznik prasowy Boryszew S.A., podkreśla, iż redukcja nie wynika z oceny pracy załogi.
„Ta trudna z perspektywy społecznej decyzja nie jest podyktowana oceną pracy załogi, a powodami ekonomicznymi”Zarząd przekonuje, iż wcześniej wykorzystał inne dostępne sposoby ratowania rentowności. Lista przyczyn układa się w obraz znany całemu europejskiemu przemysłowi metali. Rynek metali kolorowych mierzy się z dużą zmiennością światowych cen miedzi. Dla tak energochłonnego zakładu jak walcownia ogromnym obciążeniem są ceny energii. Do tego doszły cła nałożone przez Stany Zjednoczone, które ograniczyły zamówienia zza oceanu, oraz napięcia wokół cieśniny Ormuz, uderzające w stabilność cen surowców.
Energochłonny przemysł pod ścianą — polski przypadek europejskiej choroby
Zakłady zużywające ogromne ilości prądu — huty, walcownie, przetwórnie metali — należą do najbardziej wrażliwych na koszt energii ogniw gospodarki. Gdy rachunki za prąd rosną szybciej niż ceny gotowych wyrobów, marża topnieje, a produkcja w Europie przestaje się opłacać w zestawieniu z Azją czy Ameryką. Mechanizm jest prosty i powtarzalny: wyższe koszty w kraju oznaczają, iż produkcja wędruje tam, gdzie energia jest tańsza, a regulacji mniej.
Presję pogłębia unijna polityka klimatyczna i system opłat za emisję, które podnoszą koszt każdej tony wytworzonej w Europie. Efektem bywa nie spadek globalnej emisji, ale jej przeniesienie poza kontynent razem z miejscami pracy — zjawisko, które ekonomiści nazywają ucieczką emisji. Polski przemysł, w dużej mierze oparty na energochłonnej produkcji, odczuwa to szczególnie mocno.
Cła i konflikty handlowe dokładają swoje. Bariera celna w USA potrafi z dnia na dzień odciąć eksporterowi część rynku, a niepokój wokół szlaków przesyłu surowców — jak cieśnina Ormuz — winduje ceny wsadu. Dla firmy sprzedającej do ponad 30 państw każdy taki wstrząs odbija się na wyniku.
Kolejny cios dla Czechowic-Dziedzic
Dla czterdziestotysięcznego miasta o silnych tradycjach przemysłowych to nie pierwsza taka wiadomość. W ostatnim czasie z redukcjami mierzyły się inne najważniejsze zakłady w okolicy — kopalnia „Silesia” oraz PKP Cargo. Walcownia wciąż pozostaje jednym z największych pracodawców w mieście, dlatego każda decyzja o jej losie odbija się echem na całym lokalnym rynku pracy.
Samorząd stara się studzić emocje. Szymon Kopeć z Urzędu Miejskiego w Czechowicach-Dziedzicach przekonuje, iż miastu nie grozi katastrofa bezrobocia, a sytuacja na rynku pracy jest stabilna. Zapewnia, iż zwalniani pracownicy zostaną objęci wsparciem adekwatnym do kompetencji, a osoby w najtrudniejszym położeniu otrzymają pomoc społeczną.
Sam zarząd Boryszewa deklaruje, iż walcownia pozostaje istotnym ogniwem grupy. Nowa strategia zakładu ma opierać się na wyrobach o wyższej wartości dodanej, stopach bezołowiowych oraz recyklingu i gospodarce obiegu zamkniętego — kierunku, który ma pozwolić fabryce przetrwać w nowych realiach rynkowych.
Rozmowy między zarządem a „Solidarnością” wchodzą w końcową fazę. Ostateczna liczba zwolnionych i kształt odpraw rozstrzygną się, zanim proces zamknie się z końcem listopada — i to te ustalenia pokażą, ile z 130-letniego dorobku Dziedzic uda się obronić.

4 dni temu




