Wojna o chipy. Chiny omijają amerykańskie sankcje przez tylne drzwi i budują własną potęgę

11 godzin temu

Amerykański rząd dwoi się i troi, by odciąć Państwo Środka od najnowocześniejszych technologii do produkcji procesorów. Tymczasem najnowsze dane pokazują, iż chińskie fabryki i tak kupują amerykański sprzęt – po prostu robią to przez kraje trzecie.

Równocześnie tamtejszy rynek wewnętrzny rośnie w takim tempie, iż lokalni producenci maszyn zaczynają pożerać się nawzajem w walce o klienta. To fascynujący obraz tego, jak w praktyce wygląda technologiczna zimna wojna, od której zależą ceny naszej elektroniki.

Zakupy przez Singapur, czyli embargo dziurawe jak sito

Zamiast kupować maszyny do litografii prosto z USA, Chińczycy po prostu zmienili trasę dostaw. Z najnowszej analizy Nikkei Asia wynika, iż w 2025 roku bezpośredni import zza oceanu spadł do najniższego poziomu od siedmiu lat (niespełna 2 miliardy dolarów). Zamiast tego, sprzęt wart miliardy płynie teraz szerokim strumieniem przez kraje Azji Południowo-Wschodniej. Import z Singapuru osiągnął poziom 5,7 miliarda dolarów, a z Malezji ponad dwukrotnie wzrósł, dobijając do 3,4 miliarda dolarów.

Amerykańscy giganci, tacy jak Applied Materials, Lam czy KLA, wciąż zarabiają na tym układzie krocie, księgując łącznie niemal 19 miliardów dolarów przychodu z chińskiego rynku. To w praktyce pozwala omijać amerykańskie ograniczenia eksportowe. Waszyngton próbuje właśnie odpowiedzieć na ten proceder nową ustawą MATCH Act, która ma uszczelnić azjatyckie luki, ale bez pełnego wsparcia sojuszników z Europy i Japonii może to być walka z wiatrakami.

Chińscy producenci rosną, ale zaczynają zjadać własny ogon

Równolegle z importowaniem zachodnich maszyn, Pekin pompuje gigantyczne pieniądze w rodzimy przemysł, by docelowo całkowicie uniezależnić się od Zachodu. Efekty już widać. Lokalne firmy takie jak Naura, AMEC czy Piotech notują dziś przychody choćby kilkunastokrotnie wyższe niż jeszcze w 2020 roku.

Wewnętrzny rynek zbroi się jednak tak agresywnie, iż chińscy producenci zaczęli agresywną konkurencję cenową, byle tylko wyrwać dla siebie kontrakty kosztem zachodniej i lokalnej konkurencji. Według analityków z firmy Needham & Co., to zjawisko zaczyna już znacznie obniżać marże dostawców. Zarabiają więcej, ale zyski topnieją przez wzajemne podcinanie sobie skrzydeł.

Dlaczego to ważne dla przeciętnego zjadacza chleba u nas?

Ten geopolityczny ping-pong może wydawać się odległy, ale w rzeczywistości bezpośrednio dotyka naszych portfeli. Zaawansowane maszyny, o które toczy się gra, służą do produkcji układów napędzających absolutnie wszystko – od telefonów i konsol, po nowoczesne samochody i serwery sztucznej inteligencji.

Jeśli Chiny całkowicie uniezależnią się od zachodnich technologii lub – co gorsza – doprowadzą do drastycznego rozłamu dotychczasowych łańcuchów dostaw, światowy rynek sprzętu czekają kolejne zawirowania dostępności i podwyżki cen. Stany Zjednoczone próbują spowolnić technologiczny galop Pekinu, ale jak widać po najnowszych wynikach importu: dla zdesperowanego kupca jedne zamknięte drzwi oznaczają po prostu zmianę trasy dostaw.

Agentic AI: Zachód ma dylematy, Chiny robią biznes. Kto pierwszy zarobi na autonomii?

Jeśli artykuł Wojna o chipy. Chiny omijają amerykańskie sankcje przez tylne drzwi i budują własną potęgę nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału