Zakaz patostreamingu. Lewica: To nie jest nasze ostatnie słowo

19 godzin temu

- To nie jest nasze ostatnie słowo. Może się okazać, iż te przepisy będą jeszcze modyfikowane - powiedział Tomasz Trela o ustawie zakazującej patostreamingu. Jak wyjaśnił, rządzący musieli zareagować na "patologie, które mają miejsce po alkoholu tylko po to, żeby zarobić i wyłudzić pieniądze".

Polsat News
Tomasz Trela mówił o ustawie zakazującej patostreamingu

- To bardzo ważna ustawa, która została przygotowana przez koalicję 15 października, w tym oczywiście Lewicę. To, co dzieje się w internecie i jakie treści są publikowane, czasami woła o pomstę do nieba. Ludzie zaczynają zarabiać na najgorszych scenach i to z użyciem drugiego człowieka - mówił Tomasz Trela podczas konferencji prasowej w Łodzi.

- Patologie, które mają miejsce po alkoholu tylko po to, żeby zarobić i wyłudzić pieniądze (...), powodowały, iż musieliśmy zareagować - podkreślił poseł Nowej Lewicy. - Nigdy nie możemy zgodzić się na to, żeby kilkoro dorosłych ludzi, pod wpływem alkoholu, obrażało się, biło i na tym monetyzowali swoje zasięgi - dodał.

Jak wyjaśnił, ustawa o zakazie patostreamingu w sposób jednoznaczny rozpoczyna walkę z tym procederem. - Dla osób, które szerzą takie patologie w internecie, będzie grozić do trzech lat pozbawienia wolności. Dla osób, które będą tworzyć takie patologie z udziałem osób niepełnoletnich, będzie to do pięciu lat pozbawienia wolności. To nie jest nasze ostatnie słowo. Może się okazać, iż te przepisy będą jeszcze modyfikowane. Chcemy podkreślić: tak dla wolności w internecie, nie dla patologii - zaznaczył Trela.

Zakaz patostreamingu. Prezydent podpisał ustawę

17 lipca prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę zakazującą patostreamingu. Prace nad projektem były efektem cyklu "Nie dla patocelebrytów" Polsat News, w których informowaliśmy o szkodliwości zjawiska i związanymi z nim niebezpieczeństwami.

ZOBACZ: Minister cyfryzacji o zakazie patostreamingu. "Dobry dzień dla polskiego internetu"

Ustawa zakazująca patostreamingu powstała w wyniku połączenia dwóch projektów - jednego autorstwa PiS i drugiego KO po tym, jak Polsat News zwrócił uwagę na problem w cyklu reportaży. Temat zaczął pojawiać się w debacie publicznej jesienią 2024 r.

Proces Pawła N. Patostreamer stracił adwokata

W poniedziałek 20 lipca przed Sądem Okręgowym w Gdańsku miał rozpocząć się w poniedziałek proces 44-letniego Pawła N., oskarżonego o 14 przestępstw, w tym uszkodzenie zabytku oraz nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Rozprawę odroczono z powodu rezygnacji obrońcy oskarżonego.

Sędzia Rafał Studzienny poinformował, iż dotychczasowy obrońca z wyboru wypowiedział pełnomocnictwo oskarżonemu, powołując się na utratę zaufania do klienta.

ZOBACZ: Koniec z patostreamingiem w Polsce. Prezydent podpisał ustawę

- Sąd zakreśla panu termin 14 dni, żeby pan poinformował sąd o tym, kto jest pańskim obrońcą z wyboru w tej sprawie - zwrócił się sędzia do Pawła N.

Mimo iż oskarżony oświadczył, iż jest "doskonale przygotowany do tej rozprawy", sąd wyjaśnił, iż w tej sprawie udział obrońcy jest obowiązkowy. Sędzia podkreślił, iż czynności przeprowadzone bez udziału adwokata byłyby nieważne i musiałyby zostać powtórzone.

ZOBACZ: Barbara Dolniak o ustawie ws. zakazu patostreamingu. "Zwyciężył rozsądek"

Akt oskarżenia w sprawie obejmuje 14 zarzutów, w tym: uszkodzenie zabytku - teatru w Krakowie, za co grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, stosowanie przemocy i gróźb w celu zmuszenia innych osób do ściągania flag Ukrainy z obiektów prywatnych i urzędowych, publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych oraz publiczne znieważanie innych osób, zniszczenie flagi państwa obcego, wywieszonej na zarządzenie polskiego organu władzy, naruszenie miru domowego oraz nietykalności cielesnej.

Paweł N., znany jako "Nazar", prowadził w mediach społecznościowych relacje na żywo, podczas których prezentował treści ksenofobiczne. W 2025 roku został zatrzymany w Gdyni podczas streamowania jazdy pod wpływem substancji psychoaktywnych.

WIDEO: Patryk Jaki z deklaracją. "Albo twardy kurs, albo beze mnie"
Idź do oryginalnego materiału