Polski przemysł wchodzi w etap zaawansowanych technologii, ale brakuje fachowców

2 dni temu

Polska coraz mocniej rozwija przemysł high-tech. Elektromobilność, automatyzacja, elektronika i zapowiadany hub w Jaworznie, rozwijany z tajwańskim Foxconnem, pokazują kierunek, w którym przesuwają się inwestycje produkcyjne. W teorii wszystko wygląda imponująco, ale najważniejsze pytanie brzmi: czy Polska ma odpowiednich fachowców? Nowoczesne zakłady będą potrzebowały nie tylko pracowników niższego szczebla, ale przede wszystkim techników, automatyków, operatorów zaawansowanych linii i specjalistów kontroli jakości. Eksperci Smart Solutions HR wskazują, iż o tempie rozwoju zaawansowanej produkcji w Polsce może zdecydować przede wszystkim dostępność specjalistów i ich odpowiednie kompetencje techniczne.

Nowy etap inwestycji przemysłowych

Przemysł jest jednym z najważniejszych obszarów polskiego rynku pracy. Według danych GUS „Pracujący, bezrobotni i bierni zawodowo (wyniki wstępne Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności w 3. kwartale 2025 r.)” w III kwartale 2025 roku w przetwórstwie przemysłowym zatrudnionych było ponad 3 mln osób, czyli 19,6% wszystkich pracujących. Jednocześnie charakter inwestycji produkcyjnych stopniowo się zmienia. Coraz większe znaczenie mają projekty wymagające automatyzacji, zastosowania zaawansowanych systemów kontroli procesu oraz kompetencji technicznych.

Jednym z przykładów tej zmiany są półprzewodniki, które coraz częściej pojawiają się w dyskusji o kierunkach rozwoju polskiego przemysłu. Ministerstwo Cyfryzacji w dokumencie „Polska w grze o przyszłość. Polityka dla sektora półprzewodników 2025+” wskazuje, iż rozwój tego sektora ma opierać się m.in. na inwestycjach, współpracy międzynarodowej, infrastrukturze oraz kształceniu kadr.

Dobrym przykładem jest kooperacja polsko-tajwańska. Jak poinformowało SEMI Europe w komunikacie „SEMI Europe and the Polish Taiwanese Chamber of Commerce Partner to Accelerate Semiconductor Industry Expansions in Poland” z 13 marca 2026 r., podpisane z Polsko-Tajwańską Izbą Przemysłowo-Handlową memorandum ma wspierać rozwój sektora półprzewodników w Polsce i wzmacniać relacje gospodarcze.

Fachowcy wąskim gardłem inwestycji

Ten kierunek inwestycji oznacza jeszcze większy popyt na wykwalifikowanych specjalistów. Na etapie przygotowania inwestycji szczególnie ważni będą inżynierowie procesu, automatycy, mechatronicy oraz specjaliści odpowiedzialni za uruchamianie, kalibrację i optymalizację linii technologicznych. Po starcie zakładu najważniejsze staną się natomiast kompetencje związane z utrzymaniem ruchu, obsługą nowoczesnych linii produkcyjnych oraz zapewnieniem stabilności procesu.

Problem jednak w tym, iż takich specjalistów na polskim rynku już dziś brakuje. Polska ma silne zaplecze przemysłowe, ale nie oznacza to dużej rezerwy dostępnych kandydatów. Wielu z nich już pracuje – w produkcji, energetyce, logistyce, automotive, firmach serwisowych czy utrzymaniu ruchu. Nowe inwestycje będą więc konkurować o tych samych pracowników z sektorami, które same mierzą się z niedoborami kadrowymi.

Polski przemysł zmierza w coraz bardziej zaawansowanym kierunku, a to dobry znak dla zwiększenia konkurencyjności kraju na arenie międzynarodowej. Skala i charakter planowanych inwestycji robią wrażenie, ale bez specjalistów z odpowiednimi kwalifikacjami mogą pozostać tylko projektem na papierze. Przy inwestycjach high-tech ryzyko kadrowe zaczyna mieć bezpośrednie znaczenie biznesowe. o ile firma nie zabezpieczy odpowiednich kompetencji na czas, może to wpłynąć na tempo uruchamiania linii, stabilność produkcji, koszty przestojów i możliwość skalowania działalności. Oznacza to, iż dostępność pracowników staje się jednym z elementów oceny wykonalności inwestycji, a nie wyłącznie zadaniem działu HR – wskazuje Marcin Korbel, Business Development Manager w Smart Solutions HR.

To wyzwanie będzie szczególnie widoczne w takich obszarach przemysłu jak elektromobilność, elektronika, automatyka przemysłowa, nowoczesne automotive i produkcja komponentów technologicznych. W ich przypadku sukces inwestycji nie będzie zależał wyłącznie od uruchomienia zakładu, ale od zbudowania zespołów zdolnych utrzymać jakość, stabilność i ciągłość produkcji po starcie.

Produkcja potrzebuje kompetencji technicznych

Inwestycje high-tech nie tylko zwiększą popyt na pracowników technicznych, ale wręcz wymuszą zmianę profilu kompetencji. Dobrym przykładem jest automotive, jeden z najważniejszych obszarów polskiej gospodarki, w którym automatyzacja, elektromobilność i elektronika coraz mocniej zmieniają charakter pracy produkcyjnej. Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Diagnoza i perspektywy rozwoju sektora motoryzacyjnego w Polsce”, w 2024 roku w tej branży zatrudnionych było 240-340 tys. osób. Analiza wskazuje również, iż motoryzacja jest trzecim największym sektorem przemysłowym w kraju.

Jednocześnie sektor ten przechodzi transformację. Coraz większe znaczenie mają komponenty dla elektromobilności, baterie, elektronika, oprogramowanie oraz rozwiązania wspierające bardziej zautomatyzowaną i precyzyjną produkcję. Przekłada się to na większe zapotrzebowanie na pracowników oraz na nowe kwalifikacje i role.

Niedobór specjalistów często wynika z faktu, iż oczekuje się od nich coraz więcej. Współczesny pracownik produkcyjny coraz częściej musi rozumieć parametry procesu, obsługiwać specjalistyczne urządzenia, korzystać z dokumentacji technicznej, współpracować z działem jakości i utrzymania ruchu oraz odnajdywać się w środowisku, w którym powtarzalność i precyzja mają najważniejsze znaczenie. Oznacza to, iż firmy nie szukają już wyłącznie osób do wykonywania prostych czynności, ale kandydatów, którzy potrafią pracować w bardziej wymagającym, technologicznym procesie. Dodatkową przewagę będą mieli pracownicy znający język angielski i gotowi do pracy w międzynarodowym środowisku, szczególnie przy projektach związanych z transferem technologii z Azji – mówi ekspert.

Skalę wyzwania pokazują dane dotyczące zawodów deficytowych. Według przygotowanego przez Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie „Barometru zawodów 2026”, wśród zawodów deficytowych w skali kraju znalazły się m.in. elektrycy, elektromechanicy i elektromonterzy, spawacze oraz operatorzy obrabiarek skrawających. To stanowiska bezpośrednio powiązane z rozwojem produkcji komponentów, automatyzacją linii, elektromobilnością, elektroniką i utrzymaniem specjalistycznych maszyn.

W przypadku zakładów z obszaru high-tech lista potrzebnych ról będzie się wydłużać, ale największym wyzwaniem nie będzie samo znalezienie operatorów. Najtrudniejsze rekrutacje będą dotyczyć stanowisk łączących kilka kompetencji: automatyków-programistów PLC, robotyków, mechatroników, techników utrzymania ruchu z uprawnieniami elektrycznymi, inżynierów procesu, specjalistów jakości, a coraz częściej także ekspertów IT/OT, cyberbezpieczeństwa przemysłowego, analizy danych produkcyjnych i systemów zarządzania produkcją – wyjaśnia Marcin Korbel.

Kadry podstawą sukcesu

Sytuacja na rynku pracy pokazuje, iż firmy planujące rozwój zaawansowanej technologicznie produkcji powinny zaczynać od mapowania kompetencji. Budowanie zaplecza kadrowego powinno rozpocząć się choćby kilka lat przed startem produkcji i obejmować np. programy stażowe, współpracę z technikami oraz uczelniami, stypendia oraz wcześniejszą identyfikację kandydatów z pokrewnych branż. W przypadku inwestycji azjatyckich może to oznaczać np. wyjazdy do zakładów w Tajwanie, Korei Południowej lub innych krajach regionu, aby pracownicy poznali technologię, standardy pracy i kulturę organizacyjną jeszcze przed uruchomieniem produkcji w Polsce.

Przykładem budowania zaplecza kompetencyjnego jeszcze przed wejściem młodych osób na rynek pracy są działania firm z sektora elektromobilności. LG Energy Solution Wrocław w informacji prasowej ,,Innowacyjne Laboratorium Elektromobilności na Politechnice Wrocławskiej” przekazało, iż współpracuje z uczelniami i szkołami technicznymi, a w 2023 r. uruchomiło program stażowy „Charge The Future” dla studentów polskich uczelni. Firma wsparła także powstanie Laboratorium Elektromobilności na Politechnice Wrocławskiej, przekazując na ten cel ponad 600 tys. zł.

Jeżeli lokalny rynek nie będzie w stanie zapewnić wystarczającej liczby specjalistów, jednym z kierunków uzupełniania kompetencji może być rekrutacja zagraniczna. W przypadku zaawansowanej produkcji nie będzie to jednak rekrutacja masowa, ale selektywne poszukiwanie osób z konkretnym doświadczeniem technicznym, produkcyjnym lub inżynieryjnym. Obok kierunków dobrze znanych polskim pracodawcom, takich jak Ukraina czy Białoruś, rosnąć może znaczenie kandydatów z Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, w tym z Indii i Filipin.

Eksperci Smart Solutions HR wskazują, iż pracownicy z Indii mogą wnieść kompetencje związane z IT, inżynierią, projektowaniem i przemysłem, a Filipińczycy doświadczenie w usługach technicznych, outsourcingu i ICT. W środowisku high-tech znaczenie może mieć także ich gotowość do pracy według międzynarodowych standardów, znajomość procedur oraz większa stabilność zatrudnienia, szczególnie ważna przy długim wdrożeniu i transferze technologii. Na etapie uruchamiania produkcji do Polski mogą trafiać również inżynierowie i menedżerowie z Tajwanu, Korei czy innych państw Azji, odpowiedzialni za wdrożenie procesów, szkolenie lokalnych zespołów i transfer technologii.

Rozwój zaawansowanej produkcji to dla Polski duża szansa, ale tylko pod warunkiem, iż za inwestycjami nadążą kompetencje pracowników. Nowoczesna fabryka to nie tylko hala, maszyny i data rozpoczęcia produkcji. To przede wszystkim ludzie, którzy potrafią uruchomić linię, usunąć awarię, sprawdzić jakość i poprawić proces, gdy coś pójdzie nie tak. Największe wyzwanie polega na tym, iż kilka problemów może wystąpić jednocześnie: ograniczona dostępność pracowników, niedobór kompetencji technicznych, zbyt wolna reakcja systemu edukacji, konkurencja między branżami i trudności migracyjne. Sama fabryka może powstać stosunkowo szybko, ale kompetencje potrzebne do jej uruchomienia, utrzymania i rozwoju buduje się latami. jeżeli firmy, szkoły, uczelnie i administracja nie będą działać z wyprzedzeniem, choćby największa inwestycja może działać poniżej swoich możliwości – podsumowuje Marcin Korbel.

Źródło: Materiał Prasowy

Idź do oryginalnego materiału