Polskie media kontra Google. UOKiK sprawdza, czy negocjacje były uczciwe

4 godzin temu

Prezes UOKiK postawił zarzuty czterem spółkom z grupy Google w związku z negocjacjami dotyczącymi wynagrodzenia dla polskich wydawców prasowych. Urząd podejrzewa, iż cyfrowy gigant mógł nadużywać pozycji dominującej, nie przekazując wydawcom danych potrzebnych do oceny proponowanych stawek. jeżeli zarzuty się potwierdzą, maksymalna kara może sięgnąć 10 proc. obrotu przedsiębiorcy.


Sprawa dotyczy artykułów pojawiających się w wyszukiwarce Google, Google News oraz Google Discover. Obowiązujące od 2024 r. przepisy prawa autorskiego przewidują, iż internetowe platformy mogą korzystać z publikacji prasowych za wynagrodzeniem, którego warunki powinny uzgodnić z wydawcami. Google nie zawarł jednak takich umów z większością polskich wydawców.


Postępowanie obejmuje cztery podmioty z grupy Google. Zarzuty usłyszały Alphabet Inc., Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland. Poszczególne spółki odpowiadają m.in. za działalność grupy, prowadzenie wyszukiwarki na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz sprzedaż powierzchni reklamowej w internecie. UOKiK będzie teraz badał odpowiedzialność każdej z nich.

Google miało nie pokazać danych


Sednem zastrzeżeń UOKiK nie jest sama wysokość proponowanego wynagrodzenia. Urząd bada sposób prowadzenia negocjacji i informacje, jakie Google przekazywało drugiej stronie.


Według materiałów zgromadzonych przez urzędników koncern nie przedstawił wydawcom danych pozwalających sprawdzić, czy oferowane stawki odpowiadają wartości wykorzystywanych treści. Nie podał m.in., w jaki sposób korzysta z publikacji prasowych ani jakie przychody dzięki nim osiąga. Nie wyjaśnił też parametrów użytych do kalkulacji wynagrodzenia i nie przekazał dokumentów pozwalających zweryfikować jej założenia.


W efekcie – według Urzędu – powstała asymetria informacji. Google dysponowało danymi o wykorzystaniu artykułów, podczas gdy wydawcy nie mogli na ich podstawie ocenić przedstawionej oferty ani przygotować własnej propozycji.


– Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem. Przepisy jasno określają jakie informacje Google powinien przedstawić wydawcom, aby móc uczciwie rozliczyć się z nimi za treści, z których korzysta. Brak tych danych prowadził do sytuacji, w której negocjacje stawały się pozorne i zmierzały do narzucenia warunków przez rynkowego dominanta – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Wydawcy zależą od wyszukiwarki


Postępowanie dotyczy podejrzenia nadużywania pozycji dominującej. Samo posiadanie silnej pozycji rynkowej nie jest zakazane, chyba iż przedsiębiorstwo wykorzystuje ją do narzucania kontrahentom nieuczciwych warunków.


UOKiK zwraca uwagę, iż wydawcy potrzebują Google jako ważnego kanału docierania do odbiorców, ale podczas negocjacji nie dysponują porównywalną siłą ani pełną wiedzą o wartości treści wykorzystywanych przez platformę. W takim układzie dominujący podmiot może mieć możliwość narzucania stawek oraz pozostałych warunków współpracy.


Tło sprawy stanowi zmiana sposobu konsumowania informacji w internecie. Użytkownik nie zawsze przechodzi dziś na stronę wydawcy, a część informacji poznaje już z fragmentów prezentowanych w wyszukiwarce albo z generowanych przez sztuczną inteligencję syntez. jeżeli nie kliknie w źródłowy artykuł, wydawca traci ruch, a wraz z nim część przychodów związanych z wizytami na swojej stronie.

Prawo miało wzmocnić media


Relacje wydawców z platformami miała uporządkować nowelizacja prawa autorskiego z 2024 r. Wdrożyła ona do polskiego prawa unijną dyrektywę DSM dotyczącą praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Nowe regulacje dały wydawcom możliwość uzyskiwania wynagrodzenia za korzystanie z ich publikacji przez platformy internetowe. Platforma ma przy tym dostarczyć informacje niezbędne do ustalenia wysokości zapłaty. To właśnie realizacja tego obowiązku jest jednym z głównych punktów obecnego postępowania.


Jeśli platforma i wydawca nie osiągną porozumienia, wysokość wynagrodzenia może ustalić prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. UOKiK nie pełni funkcji arbitra w samym sporze i nie ocenia, czy konkretna stawka zaproponowana przez Google jest odpowiednia.

Komisja Europejska też bada Google


Polskie postępowanie nie jest jedyną sprawą dotyczącą wykorzystywania treści wydawców przez Google. W grudniu 2025 r. Komisja Europejska rozpoczęła odrębne postępowanie dotyczące usług opartych na sztucznej inteligencji.


Bruksela bada, czy Google wykorzystuje materiały wydawców w usługach AI bez odpowiedniego wynagrodzenia i bez zapewnienia im możliwości sprzeciwu. Zakres tej sprawy różni się jednak od postępowania UOKiK. Polski urząd zajmuje się wykorzystaniem publikacji w wynikach wyszukiwania, Google News oraz Discover, a oba postępowania są prowadzone niezależnie.


UOKiK prowadzi też inne sprawy dotyczące największych firm technologicznych. W końcowej fazie jest postępowanie antymonopolowe przeciwko Apple dotyczące możliwego działania na niekorzyść wydawców konkurencyjnych aplikacji mobilnych. Urząd prowadzi ponadto postępowanie wyjaśniające dotyczące Mety i zmian w sposobie prezentowania linków do publikacji prasowych.




Polecamy także:



  • Zakaz jest, ale nastolatków to nie powstrzymuje. Bez problemu kupują e-papierosy

  • Będą dopłaty do domowego magazynu energii. Kwoty sięgają kilkunastu tysięcy

  • Państwo cyfryzuje korespondencję, ale rachunek rośnie. Urzędy przepłacają choćby 210 mln zł

Idź do oryginalnego materiału