Sandomierski pogrom

10 godzin temu

Rankiem dnia 11 lipca 1999 roku znalazłem się na stacji benzynowej w Sandomierzu. To co zobaczyłem przypominało pogrom lub łapankę. Rozległy teren tej stacji, był tradycyjną „giełdą pracy”. Tam, każdego ranka, dziesiątki Ukraińców oczekiwało na pracodawców, okolicznych rolników, którzy ich wynajmowali do prac dorywczych.

Za terenem stacji znajdował się plac targowy . W ogrodzeniu była luka o wymiarach dużej furtki. Właśnie w tym miejscu utworzył się wielki tłok. Ludzie się, dosłownie, tratowali.

Nacierał na nich kordon straży granicznej i policji. Funkcjonariusze byli uzbrojeni w broń boczną . Osoby, które nie zdążyły przecisnąć się na plac targowy, były brutalnie wyłapywane i eskortowane do podstawionych pojazdów.

„Szczęśliwcy”, którzy przedostali się poza furtkę , biegli byle dalej. Niestety, tam też czekali na nich brutalni siepacze. Ukraińcy byli łapani, wykręcano im ręce i wpychano do pojazdów policyjnych.

Wtedy tzw. „targowica” była bardzo zaniedbana w sensie infrastrukturalnym. Brud, resztki warzyw i owoców gniły w zielonych kałużach. W te kałuże padały kobiety, które usiłowały się bronić. Otarte kolana, ociekające błotem ubrania , płacz i krzyki. To nie robiło na siepaczach żadnego wrażenia.

Od policjanta dowiedziałem się, iż to akcja związana z wizytą papieża J.P.II, która miała się odbyć nazajutrz.

Wśród zatrzymanych Ukraińców było kilka osób , które znałem. Krzyczeli do mnie „zrób coś”. Natychmiast udałem się do powiatowej komendy policji i znany mi dyżurny oficer potwierdził, iż to działania prewencyjne związane z papieską wizytą.

Zażądałem uwolnienia znanych mi osób. Nieskromnie powiem, iż byłem osobą dość znaną policjantom. ponieważ jako działacz opozycji sporo czasu spędziłem na policyjnym, wtedy jeszcze milicyjnym, „dołku. Czasy się zmieniły , jednak nie ludzie. Ci sami, którzy mnie przetrzymywali , teraz aresztowali Ukraińców. Tyle, iż role się odwróciły i moje było na wierzchu.

Pierwsze skrzypce grała straż graniczna. Byli wyjątkowo chamscy. Aresztowanych przetrzymywali za sali konferencyjnej i kolejno wzywali, na coś w rodzaju przesłuchania. Jako posiłek podano im ryby smażone. Gdy aresztowany zapytał; czym to jeść? Funkcjonariusz odpowiedział ; „żryj łapami”

Był tłumacz, który nie kumał ukraińskiego, rusycysta z jednej ze szkół. Zatrzymani byli z zachodniej Ukrainy. Biedni wiejscy ludzie, ze znikomą umiejętnością czytania ze zrozumieniem. Tekst jaki im dali do podpisania , był podobny do małego druku umowy bankowej.

W przypadku moich „znajomych” pozwolono mi uczestniczyć w przesłuchaniu. Nie pamiętam, ale dwie , czy trzy osoby udało mi wyprowadzić. Reszta została deportowana. Tak jak stali. Bez możliwości zabrania rzeczy z miejsc pobytu-zamieszkania.

Nazajutrz, 12 lipca miała się odbyć wizyta papieska. Miałem „vipowską” miejscówkę, ponieważ 13-go w Warszawie, miała się odbyć beatyfikacja dwóch moich przodków; bł. ks. prof. Stefana Grelewskiego i bł. ks. Kazimierza Grelewskiego. Obaj zostali zamordowani w Dachau.

Wewnętrzny bunt nie pozwolił mi uczestniczyć w spotkaniu z papieżem. Nie pojechałem do Warszawy na mszę beatyfikacyjną. Po prostu nie mogłem.

Znam Ukrainę jak mało kto . Rok 1999, to nie 2004, czy 2014, gdy oficjalnie odrodziła się ideologia banderowska. Zresztą ci ludzie byli dalecy od wszelkiej ideologii. Oni przyjeżdżali tu za pracą.

Papież niejednokrotnie odwoływał się do etosu pracy. Przytoczę słowa homilii wygłoszonej właśnie w Sandomierzu. ” Cywilizacja, która w ten czy inny sposób rani lub zabija, jest cywilizacją śmierci, bo człowiek nie może żyć bez prawdziwej miłości”. Jak to się ma do brutalnej bezmyślności straży granicznej i policji????

W poniedziałek udałem się do Konsulatu Ukrainy w Lublinie. Konsul nie miał czasu mnie przyjąć, więc podałem wizytówkę, pewnej bardzo ważnej na Ukrainie osoby i „znalazł czas”.

Nie wiedział, lub udawał , ze nic nie wie o tym incydencie. Jednak użyłem szantażu; „albo pan się tym zajmie, albo uruchomię wszelkie znajomości w Kijowie i to może nie być przyjemne”. Osiągnąłem tyle, iż te osoby, wbrew przepisom o deportacji, będą mogły powrócić do Polski (oczywiście na własny koszt) .

Zwróciłem się oficjalnie do Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Odpowiedź otrzymałem, ale nie było ni słowa o powodach, ani o osobach, które były odpowiedzialne za ten incydent. O ile pamiętam, to odwiedziło mnie dwoje funkcjonariuszy, ale ich przyjąłem odpowiednio chłodno. To już nie wnosiło nic do sprawy.

Zadałem sobie trud wyszukania jakiegokolwiek śladu w internecie. Oficjalnie nie ma żadnych informacji, choć „mogło się wydarzyć, iż ze względów porządkowych, mogło dojść do legitymowania, zatrzymania lub odsyłania z trasy przejazdu osób niemających jasnego celu pobytu”.

Jak to, przecież oni mieli wizy? Tyle, iż wizy kupowało się a ukraińskich agencjach turystycznych. W zależności od kwoty, wizę otrzymywało się ; natychmiast, za tydzień, za miesiąc lub dłużej. Tak pracowały polskie konsulaty. Wizy wydawały w okienku panienki-Ukrainki, a podpisy były składane w uzgodnieniu z agencjami turystycznymi. Później, za uprzedniego ministrowania p. Sikorskiego, była spora afera w tym temacie.

Środowisko Wbrew Cenzurze , w tym i ja, nie jesteśmy ksenofobami. Ja będę mówił za siebie. Bardzo dobrze czułem się na Ukrainie do 2004 roku, do momentu gdy prezydentem został probanderowski W. Juszczenko. Z tym , iż dobrze czułem się na wschód od linii rzeki Zbrucz . Szczególnie miły był memu sercu Żytomierz z wielką polską diasporą.

Zachodnia Ukraina mnie przytłaczała. Czułem prośby zamordowanych o godny pochówek. Odwiedzałem miejsca mordów i stare polskie cmentarze. Pewna osoba powiedziała mi; ” nigdy pokoju i spokoju nie będzie na ziemi, gdzie było wiele zła, a ofiary nie zostały godnie pochowane”.

To, co opisałem tkwiło we mnie i nie dawało mi spokoju. O jakim pojednaniu można mówić, gdy strona ukraińska kultywuje banderowską ideologię, gdy w szkoły, od 2005 roku , wychowują młodzież w duchu ideologii śmierci i nienawiści? Nie przypadkiem drugi Majdan miał taki przebieg. Przecież 10 lat indoktrynacji robi swoje. Hitler miał Bernharda Rusta , który w pięć lat przygotował mu młodych gniewnych na zajęcie Austrii.

Jak Polacy mają interpretować sprowadzenie prochów Melnyka? Jak można spokojnie patrzeć gdy pop kropi wodą święconą jego trumnę i okadza kadzidłem? Tak jak święcono topory i widły podczas Rzezi Wołyńskiej.

Po pierwszymm Majdanie, na którym z ciekawości byłem, powróciłem i powiedziałem takie słowa; „to co pozostanie z Ukrainy, będzie dla Polski zagrożeniem i bólem głowy Europy”. Tę frazę powtarzam wszędzie gdzie mogę i bez względu, czy to się komuś podoba, czy nie.

Ja nie widzę, choćby światełka w tunelu, do rzeczywistego pojednania w ciągu najbliższych 20-30 lat. Takie procesy są jak ciężka choroba, którą trzeba leczyć radykalnymi metodami.

Polacy też mają się z czego leczyć. Pogrom, który opisałem , może w każdej chwili się powtórzyć.

Idź do oryginalnego materiału