Jakiś czas temu miałem okazję obejrzeć jeden filmik na YouTube z bardzo wymownym tytułem „Rosyjska mentalność – skąd się bierze” i jeszcze bardziej wymownym podtytułem „Rosyjska bezwzględność – skąd się bierze”. Ani więcej, ani mniej. Od razu się przyznam, iż opisuję to wszystko w skrócie, nie komentując szeregu wymienionych w tekście tematów, nie wnoszących w ogólny obraz nic szczególnie nowego. Link do tego wywiadu znajduje się na końcu niniejszego tekstu.
Filmik przedstawia wywiad prowadzących kanału „Triggernometry” z brytyjskim historykiem Anthonym Beevorem. Zwykle Beevor specjalizuje się w epoce II Wojny Światowej, a ostatnio wypuścił dużą książkę na temat Rasputina i jego roli w rosyjskiej rewolucji.
Zaczyna się to od zasadniczego pytania: „Dlaczego Rosja nie jest taka, jak Zachód”. Odpowiedź profesora jest bardzo prosta: bo dzięki inwazji Mongołów w XIII w. Rosja jest o 200 lat zacofana przed Europą Zachodnią. Ta teza adekwatnie jest podstawą wszystkich pozostałych wniosków profesora Beevora w tym wywiadzie. To podejście będzie tu brzmieć zasadniczym refrenem, jak u prowadzących, tak i u Beevora. Nazwiemy to „tezą #1”.
Więc wielu ludzi uważa, iż cały pomysł brutalności, jako niezbędnej broni w wojnie, pochodzi od inwazji Mongołów, którzy uważali, iż podbój ogniem i mieczem, pustoszenie jest naturalnym narzędziem broni. To, według Beevora, zostało w ciągu dalszym również centralnym elementem rosyjskiej sztuki wojennej. Nic innego, jak wyłącznie brutalność i okrucieństwo.
Proszę zauważyć, iż Sz.P. Profesor ani na chwilę nie wątpi, iż „rosyjska brutalność i okrucieństwo” jest najczystszą prawdą, tym bardziej „rzucającą się w oczy” – i co go wyłącznie interesuje, to poszukiwanie źródeł tego zjawiska, które on (oraz jego rozmówcy) uważa za coś oczywistego. To jest drugi aksjomat Beevora, na którym on buduje całą logikę swojej dalszej narracji, nazwiemy to „tezą #2”.
Oczywiście od razu pojawia się pytanie z mojej strony (nie ze strony rozmówców Beevora): gdzie i kiedy, na przykład w Europie Zachodniej, istniała wojna bez okrucieństwa i brutalności? No jak wziąć znane angielskie „chevauchée” z czasów Wojny Stuletniej, gdy Czarny Książe i inni po prostu palili i łupili wszystkie francuskie wioski po drodze lub rzeź uczynioną przez Karola Śmiałego w Liège po stłumieniu tamtejszej rebelii, to czy to wszystko było zgodnie z chrześcijańskim miłosierdziem i było humanitarne?
Sz.P. Beevor chyba rozumie, iż takie pytanie nasuwa się samo przez się i odpowiada na niego sam. Okazuje się, iż w Europie w XVII w. (tylko wtedy, a w innych czasach nie?) istniały okropności wojen religijnych (tylko tych?), ale potem nastąpiło Oświecenie i o ile nie potępienie wojny jako takiej, to wprowadzenie niektórych reguł do prowadzenia wojny: został stworzony Czerwony Krzyż oraz zostały podpisane konwencje haskie i genewskie. To wszystko zostaje przedstawione tak, jakby Rosjan to wszystko w żaden sposób nie dotyczyło. Fakt, iż rosyjski cesarz Mikołaj II był adekwatnie inicjatorem podpisania konwencji haskich, sz.P. Profesor delikatnie omija. W rozumieniu Beevora wojny na Zachodzie były (w odróżnieniu od Rosji) prowadzone bez okrucieństwa, a jak takie coś było, to to przecież drobiazg nie warty wzmianki, to takie chwilowe. Po rosyjsku takie podejście jest określane jako «Это другое» („To jest inne”). Nazwę to „tezą #3”.
Szczególnie „barbarzyńską” według Beevora była rosyjska ekspansja na Południe i Wschód, zwłaszcza podbój Syberii. Na tym miejscu opadła mi szczęka – jak podbój Syberii bardzo ograniczonymi siłami Kozaków i strzelców mógł być „brutalnym” i „okrutnym” fizycznie? W rzeczywistości po upadku Chanatu Syberyjskiego za pośrednictwem Jermaka i innych na Syberii została „pustka władzy”, bo tamtejsze plemiona zostały pozostawione samym sobie. Więc ze strony rosyjskiej w różnych kluczowych miejscach zostawały zbudowane drewniane „ostrogi” obsadzone załogami po kilkuset Kozaków lub strzelców. Każdy taki „ostróg” kontrolował obszar średnicą w kilkuset kilometrów tajgi i był okrążony miejscowymi plemionami, również nielicznymi, ale większymi od rosyjskich sił wielokrotnie. Kozacy, rzecz jasna, pacyfistami nie byli i kwestia przestrzegania prawa nie była ich mocną stroną, ale przy takim stosunku sił oni nie mieli cienia możliwości stosować ludobójstwo, choćby jakby tego chcieli i choćby jakby dostali taki rozkaz od samego „białego cara”. Wszystko, co było w takiej sytuacji możliwe, to przyjaźń z jednymi tubylczymi „kniazcami” przeciwko innym, klasyczne „divide et impera” w miarę umiejętności. Analogicznie, a propos, było podczas hiszpańskiej „konkwisty” w tamtejszych „Indiach” lub francuskiego podboju Kanady i Luizjany. W jaskrawym odróżnieniu od anglosaskiego podboju terenów obecnych USA, gdzie masowe ludobójstwo było na porządku dziennym.
Profesor znowu wraca się do Mongołów i ich podboju Rosji – Rosja jest jeńcem swojej przeszłości i dopiero w w.XIX zaczęła próbować od tego się wyzwolić. Moim zdaniem, nie można „wyzwolić się” z przeszłości, można ją zaakceptować taką, jaka ona była i żyć dalej – i to nie tylko o Rosję chodzi. Nie istnieje „zacofania o 200 lat”, istnieje inny kierunek rozwoju, z innymi problemami, ale i z innymi bonusami.
Według Beevora poszerzanie terytorium Rosji w przeszłości jest mentalnością „skąpego milionera”, który się boi, iż jak nie zawładnie czymś nowym, to straci to, co ma. W tym miejscu on przyznaje, iż taką samą logiką kierowały się inne europejskie mocarstwa. Ale znowuż, pretensje w tym punkcie sz.P. Profesor kieruje wyłącznie do Rosji, do nikogo innego.
Dalej zaczyna być coraz ciekawiej – profesor Beevor zostaje zapytany o „przerażający rosyjski stosunek do strat własnych”. Na tym miejscu nastawiłem uszy, bo chociaż już prawie wiedziałem, co prof. Beevor powie na ten temat (skrzyżowanie „ukraińskiej” i brytyjskiej flagi na plakietce na jego garniturze było dość wymowne), ale jednak byłem ciekawy, jego opinii. Profesor mnie nie zawiódł. Według niego w Rosji panuje przekonanie, iż liczbą żołnierzy można złamać każdego wroga, a oprócz tego tam traktują własnych ludzi gorzej od wrogów, co „my na Zachodzie uważamy za niezrozumiałe”. Stąd wynika brutalność w Polsce, na Węgrzech i tym bardziej w Niemczech, jak i w tej chwili w stosunku do ukraińskich jeńców.
Co on miał na myśli, mówiąc o Polsce lub Węgrzech, na początku nie zrozumiałem. Potem przypomniałem sobie, iż to właśnie Anthony Beevor „policzył” popełnione przez żołnierzy radzieckich gwałty na Niemkach (i innych) w ilości kilka milionów. O ile pamiętam, on przeglądał dane archiwalne niektórych oddziałów radzieckich, gdzie były wzmianki o gwałtach, a potem powiększył to na ilość Armii Radzieckiej w ogóle. Do tego dodał ilość przeprowadzonych w Niemczech w r.1945 aborcji, z góry zakładając, iż ciąża została wywołana przez gwałt przez radzieckiego żołnierza i w żaden inny sposób – skąd i wynikają horrendalne liczby w kilka milionów. Według tej logiki, o ile w małym miasteczku zostały popełnione kilka morderstwo, to aproksymując ilość morderców w tym miasteczku na rozmiar całego państwa, gdzie to miasteczko leży, dostaniemy ocenę ilości morderców w tym państwie jako bardzo dużą. A o ile zrobimy taką proporcję nie dla całego miasteczka, a tylko dla tych osiedli, gdzie ci mordercy mieszkali – to ta liczba wyrośnie do poziomów zaiste makabrycznych. Wytworzone na takiej podstawie liczby podaje właśnie profesor Beevor, a skoro nikt ich nie podważa (z wyraźnych powodów politycznych), to pozostają w obiegu, poszerzają się w publikacjach prasy i innych mediów, a z czasem transformują się w coś w rodzaju „przecież to wszyscy wiedzą”. W Polsce to wiedzą doskonale, wystarczy poczytać pochodzące z IPN teksty i pooglądać wychodzące w ciągu ostatnich 20-30 lat filmy dotyczące tego tematu.
Gdy czytamy, lub oglądamy media w rodzaju brytyjskiego „The Sun” (bez wątpliwości są i inne, po prostu właśnie filmiki od „The Sun” periodycznie pojawiają się na mojej taśmie YouTube oraz Facebook, stąd o nim wiem) bezkrytycznie drukujących ukraińskie propagandowe filmiki i teksty, to tam podobne historie (w rodzaju podanej przez Beevora opowieści o jakimś Murzynie, którego brutalni rosyjscy dowódcy zmusili do ataku ukraińskie pozycji jako „żywą bombę”) są na porządku dziennym. o ile przyjmować wszystko, co mówi ów „The Sun”, jako prawdę i odrzucać wszystko pozostałe, jako „rosyjską propagandę”, to wtedy „rosyjska brutalność” robi się właśnie tym, o czym „wszyscy wiedzą”. To się nazywa „propagandą” w „najlepszym” stylu doktora Goebbelsa.
Z tego wszystkiego wynika „teza #4” – iż Rosjanie nie liczą strat własnych żołnierzy. Nie jest problemem dojść do takiego wniosku, czytając i oglądając „The Sun” – bo tam nie mówią na ten temat nic innego. I ta teza również zostaje zaakceptowana przez sz.P. Beevora bez cienia wątpliwości.
A czy takie brutalne myślenie wobec obcych i swoich jest skuteczne podczas wojny? Oczywiście, iż „nie”, odwrotnie, to ma bardzo zły wpływ na morale. To jest „teza #5”. Więc po wojnie na Rosję czekają poważne konsekwencje, gdy ta brutalność wróci do powszechnego życia cywilnego. To niech będzie „teza #6”.
Oprócz brutalności, według wszystkich rozmówców, Rosjanie mają obsesję na punkcie duchowności i religii. Rozmówców dziwi, jak te dwie rzeczy mogą istnieć jednocześnie. Na to profesor wskazuje, iż podczas wojny rosyjsko-japońskiej prawosławni księża błogosławiali działa okrętów na wojnę z Japonią. Następnie on jednak przyznaje, iż analogiczne podejście do religii było i u innych, jak chociażby Niemców z ich znanym „Gott mit uns” czy samych Brytyjczyków z ich „God is an Englishman”, ale Rosję wydziela jednak osobno. Tu znowu mamy do czynienia z wyżej wymienioną „tezą #3” – „to jest inne”.
Nareszcie dochodzimy do kwestii „dlaczego”. W sensie „dlaczego w Rosji jest popularny Putin”? W tym miejscu profesor mówi zupełnie logicznie – Rosjanie wolą silnego przywódcę, bo pamiętają o Smucie w. XVII, wojnie domowej początku w.XX lub chaosie czasów Jelcyna. W ogóle Beevor zdecydowanie dobrze zna naszą historię, co widać po jego opowieściach na temat wojny rosyjsko-japońskiej lub Rasputina (jednocześnie on w taki sposób promuję swoja niedawną książkę o nim, jak już mówiłem wyżej). Ale te sześć tez są dla niego „świętą krową” – w nie on nie wątpi ani na chwilę.
Reasumując wszystko powyższe, ja również ułożę swoje zdanie w kilka punktów:
- Beevor nie wątpi w swoja „tezę #2” o „rosyjskiej brutalności” (w filmiku chronologicznie ona była drugą, chociaż z punktu widzenia logiki jest podstawową).
- Ta brutalność on uzasadnia 200 latami „mongolskiego jarzma” – „teza #1”.
- W Europie takiego nie było nigdy, a jak i było to to coś zupełnie innego i nieistotnego – „teza #3”.
- Brutalni Rosjanie nie liczą strat własnych i są bezwzględni do swoich jak i do obcych – „teza #4”.
- Brutalność i bezwzględność Rosjan będą mieli niebezpieczne i, być może, katastrofalne skutki dla Rosji – „teza #5”.
- Po wojnie na Rosję czeka wzrost przemocy – „teza #6”.
Innymi słowy, Sz.P. Beevor bierze jedną niczym oprócz propagandowych fejków niepotwierdzoną główną tezę i buduje na tej podstawie całą piramidę logicznie wynikających jedna z drugiej, ale nie mających żadnego oparcia w rzeczywistości coraz nowszych tez i twierdzeń. Podkreślę, to wszystko jest bardzo logicznie i jednocześnie zupełnie mija się z prawdą.
No cóż, tak właśnie wyglądają zachodnie przedstawienia o Rosji – z czasów traktatu Henryka Stadena o Moskowii, z czasów Napoleona, z czasów wojny Krymskiej, z czasów nazistów, z czasów Zimnej Wojny czy z czasów obecnych – zmieniają się wyłącznie odcienie szarego, ale istota pozostaje taka sama: Rosjanie nie są tacy jak my, Rosjanie nie chcą być takimi, jak my, Rosjanie nie mogą być takimi, jak my, więc Rosjanie są naszymi wrogami i Rosjan trzeba zniszczyć w taki czy inny sposób.
To wszystko, co mogę jako Rosjanin, powiedzieć o tym wywiadzie Beevora – nic nowego, bo wszystko już było.
Link do wywiadu prof. Anthony’ego Beevora

10 godzin temu





